Odwrót sił Osi z Sycylii

3-17 sierpnia 1943 r. siły państw Osi przeprowadziły niemal wzorowy odwrót z Sycylii, w którym prawie bez przeszkód udało przerzucić się jednostki włoskie i niemieckie na kontynent. Sukces ten był nie tylko zasługą dobrej organizacji, lecz także braku poważnego przeciwdziałania sił alianckich – które ograniczyły się w zasadzie do bombardowań i krótkich ataków lekkich sił morskich. Dokładnie opisał to Samuel Eliot Morison, jeden z głównych historyków US Navy, w książce pt. „Sycylia – Salerno – Anzio. Styczeń 1943 – czerwiec 1944”:

„Włoska ewakuacja rozpoczęła się powoli 3 sierpnia, za pomocą dwóch lub trzech małych parowców. Do 9 sierpnia przeprawiło się około 7000 ludzi i wówczas [dowódca sił włoskich na Sycylii gen.] Guzzoni otrzymał zgodę z Rzymu, by ewakuować wszystkie włoskie oddziały z Sycylii, w konsekwencji czego ruch przyspieszył. Dzień lub dwa dni wcześniej generał Hube nakazał Niemcom, aby rozpoczęli ewakuację 10 sierpnia. Przez wiele miesięcy siły [alianckiego] Lotnictwa Taktycznego Afryki Północno-Zachodniej próbowały bombardować promy kolejowe. Dwa z czterech zostały zniszczone wraz z ich przystaniami w Reggio i Villa San Giovanni, ale państwa Osi nie ograniczyły przerzutu wojsk do regularnych środków transportu lub do zwykłych przystani końcowych. W maju i czerwcu niemiecka marynarka wojenna sprowadziła liczne promy Siebel, barki MFP i inne małe jednostki oraz powierzyła odpowiedzialność za organizację i obsługę tranzytu przez cieśninę bardzo skutecznemu oficerowi rezerwy, komandorowi porucznikowi von Liebensteinowi.

W celu uniknięcia ataków powietrznych Liebenstein często zmieniał miejsca zaokrętowania i lądowania, przenosząc pontonowe platformy desantowe z jednego punktu do drugiego – do sierpnia był w stanie wykorzystać około dwanaście różnych przepraw. Generał Hube wyznaczył równie zdolnego i energicznego oficera armii, pułkownika Baade, na komendanta cieśniny, z pełną odpowiedzialnością za podejścia, obronę i ruch morski dotyczący jednostek niemieckich. Ponieważ każda dywizja musiała opuszczać wyspę eszelonami, każdej z nich przydzielono konkretne miejsce zbiórki w Kalabrii.

Generał Hans-Valentin Hube na zdjęciu z 1942 r. (Wikimedia, domena publiczna).

Włoska ewakuacja, zorganizowana przez kontradmirała Barone, również została przeprowadzona w pełni skutecznie. Włosi korzystali z kilku różnych szlaków, niezależnych od niemieckich tras promowych. Jeden zaczynał się w porcie w Mesynie, a drugi na plaży na północ od przylądka Peloro. Włosi używali wyłącznie własnych środków przeprawowych. Od początku niemieckiej ewakuacji, w nocy z 10 na 11 sierpnia, jedna nadbrzeżna droga wzdłuż każdej strony cieśniny, obsługująca wszystkie punkty załadunku i wyładunku, była zapchana ludźmi i pojazdami. Wszyscy obawiali się, że bombardowania odetną ich od miejsc zaokrętowania i punktów wyjścia na ląd. Siły Lotnictwa Taktycznego Afryki Północno-Zachodniej często próbowały to zrobić i utrzymywały, że zostało to uczynione, ale drogi nigdy nie były zablokowane na dłużej niż dwie godziny.

Na niektórych promach z dobrym skutkiem zastosowano balony zaporowe i wszystkie były wyposażone w doskonałe baterie przeciwlotnicze i wyszkolonych artylerzystów. Ponadto szlaki promowe były osłaniane przez baterie po obu stronach cieśniny. Do 22 lipca w rejonie rozmieszczono trzydzieści baterii przeciwlotniczych dalekiego zasięgu, a przed rozpoczęciem ewakuacji po obu stronach Villa San Giovanni ustawiono dwie baterie dział 170 mm o skutecznym zasięgu siedemnastu kilometrów. Łącznie pomiędzy wybrzeża Kalabrii i Sycylii rozdzielono około sto pięćdziesiąt niemieckich 88-mm i włoskich 90-mm dział podwójnego przeznaczenia, a także wiele mniejszych działek i karabinów maszynowych. Wszystkie trasy były chronione przez patrole trałowców, a włoskie miniaturowe kutry torpedowe trzymano w gotowości, aby zaatakować każdy duży okręt, który mógłby zapuścić się do cieśniny.

Niemcy użyli do ewakuacji trzynastu promów Siebel, siedmiu barek MFP i szesnastu L-bootów (barek artyleryjskich podobnych do promu Siebel). Włosi mieli swój 932-tonowy prom kolejowy Villa, zdolny do przewiezienia 3000 ludzi, działający do 11 sierpnia. Wykorzystali również dwa małe statki parowe i cztery tratwy motorowe obsadzone przez personel marynarki wojennej. Villa zapaliła się 12 sierpnia i była unieruchomiona przez czterdzieści osiem godzin, podczas których sytuację uratowały tratwy motorowe, transportując 20 000 ludzi w tempie tysiąca na rejs. Cariddi, 2800-tonowy prom kolejowy, niezdolny do poruszania się o własnych siłach, został załadowany ciężką artylerią na redzie na północ od Mesyny. Włoskie dowództwo zamierzało go przeholować, ale żaden holownik nie był dostępny i prom musiał zostać zatopiony, gdy alianci wkroczyli do Mesyny. Prom i jedna zatopiona tratwa motorowa były jedynymi poważnymi stratami podczas włoskiej przeprawy. […] Admirał Barone, dowódca włoskiej marynarki wojennej na Sycylii, wraz z generałem Guzzoni, opuścili Sycylię 10 sierpnia na rozkaz Comando Supremo. Generał major Bozzoni, dowodzący Piazza Marittima w Mesynie oraz kontradmirał Parenti kontynuowali tam służbę. […]

W ramach Operacji ‘Lehrgang’ wywieziono nie mniej niż 39 569 niemieckich żołnierzy (w tym 4444 rannych), 9605 pojazdów, 47 czołgów, 94 działa, ponad 2000 ton amunicji i paliwa oraz około 15 000 ton innego sprzętu i zapasów – a wszystko to w ciągu sześciu dni i siedmiu nocy. Na dokładkę udało się ocalić większość niemieckich jednostek użytych do ewakuacji. Wypłynęły one z cieśniny w nocy 17 grudnia i nie niepokojone przez alianckie samoloty czy motorowe kutry torpedowe, skierowały się na północ, trzymając się blisko brzegu. Po bezpiecznym dotarciu do Neapolu, promy te zostały wykorzystane do ewakuacji niemieckich oddziałów z Sardynii i Korsyki. […] O świcie 17 sierpnia generał Hube i jego sztab, z ostatnią niemiecką strażą tylną z Mesyny, odbyli ostatnią podróż, niezagrożeni przez wroga. […]

Włoska ewakuacja zakończyła się w południe 16 sierpnia, kiedy to tratwa motorowa zabrała na pokład ostatnich włoskich żołnierzy i marynarzy i bezpiecznie wylądowała na stałym lądzie. Według admirała Barone, który nadzorował operację, około 62 000 włoskich oficerów i żołnierzy, 227 pojazdów, 41 dział artyleryjskich – i 12 mułów – zostało przerzuconych z Sycylii na kontynent.

Generał von Senger słusznie nazwał tę ewakuację ‘chwalebnym odwrotem’. […] Głównymi źródłami jej sukcesu była długa praktyka ruchu w odwrotnym kierunku i brak poważnych prób powstrzymania jej przez aliantów.”

Sycylia – niemiecka Dunkierka

Ataki lekkich sił alianckich oraz bombardowania – choć niezbyt skuteczne – prowadziły jednak do wielu potyczek. Toczone często w nocy, miały nieraz dramatyczny przebieg – przypominający walki podczas odwrotu aliantów z Dunkierki w 1940 r. Tym razem jednak zasadniczą różnicą był fakt, że to Niemcy się wycofywali z Sycylii. Wymownie opisał to Samuel Eliot Morison (za: „Sycylia – Salerno – Anzio. Styczeń 1943 – czerwiec 1944”):

„3 sierpnia generał Alexander ostrzegł admirała floty [brytyjskiej] Cunninghama i marszałka lotnictwa Teddera, że Niemcy przygotowują się do ewakuacji [z Sycylii], która może rozpocząć się lada dzień. ‘Musimy być w stanie natychmiast wykorzystać taką sytuację, używając pełnego potencjału marynarki wojennej i sił powietrznych. Bez wątpienia macie skoordynować plany na taką ewentualność ‘.

Admirał Andrew Cunningham w Londynie w 1944 r. (Wikimedia / IWM TR 2519, domena publiczna).

Cunningham i Tedder nie mieli gotowych planów na taką okazję; ale zgodnie z zapisami RAF, po otrzymaniu sygnału od Alexandra odbyli naradę i uzgodnili, że siły powietrzne, na początek będą działać w dzień nad cieśniną na północ od 38° szerokości geograficznej północnej i na wschód od Milazzo na północnym wybrzeżu. A obie marynarki wojenne zintensyfikują nocne patrole nawodne. Admirał Cunningham „bardzo dokładnie przemyślał sprawę”, ale doszedł do wniosku, że ‘nie ma skutecznej metody’ powstrzymania wroga ‘ani środkami morskimi, ani powietrznymi’.

Brytyjskie motorowe kutry torpedowe i małe kanonierki robiły co mogły, ale nie włączono do akcji żadnych większych okrętów wojennych i, o ile mi wiadomo, kontradmirał Davidson, dowodzący Siłami Zadaniowymi 88 na północnym wybrzeżu, nie został nawet poinformowany, iż odbywa się ewakuacja. Kutry komandora porucznika Barnesa wiedziały, że ewakuacja trwa, ale nie otrzymały żadnych rozkazów, by cokolwiek z tym zrobić i zabroniono im pływać na południe od przylądka Rasocolmo.

Brytyjskie kutry, bazujące w Augusta, mężnie starały się jak mogły, ale za każdym razem, gdy zbliżały się do wąskiego przejścia [między Sycylią a Włochami kontynentalnymi], były wyśmienicie oświetlane przez reflektory i odpędzane przez baterie brzegowe. W nocy 11 sierpnia, drugiego dnia niemieckiej ewakuacji, trzy brytyjskie MTB, odważnie patrolujące przy wsparciu alianckich samolotów zrzucających flary, zaatakowały torpedami i ostrzałem około sześć małych jednostek, zagoniły je do Mesyny i zniszczyły jedną włoską tratwę motorową. Był to jedyny przypadek, kiedy alianckim siłom lekkim udało się zatrzymać ruch promowy.

Brytyjski kuter torpedowy MTB 376 podczas  kampanii włoskiej z lat 1943-1945 (Wikimedia / IWM A27458, domena publiczna).

W nocy 15 sierpnia, HMS MTB-665 został trafiony przez artylerię nadbrzeżną i zatonął wraz z całą załogą. W nocy 16 sierpnia dwie kolejne brytyjskie łodzie zostały poważnie uszkodzone i musiały się wycofać. I choć monitory i niszczyciele otrzymały rozkaz zapuszczania się jak najdalej w górę cieśniny, nigdy nie dotarły na tyle daleko, by zrobić cokolwiek pożytecznego. Admirał von Ruge stwierdził, że zawsze zawracały, gdy zostały zauważone przez jego patrole trałowców.

Oprócz tych odważnych, ale nieskutecznych prób podejmowanych przez małe jednostki, cały ciężar przechwycenia spadł na Siły Lotnictwa Taktycznego Afryki Północno-Zachodniej, które, co należy im honorowo przyznać, zrobiły tyle, ile były w stanie. Począwszy od 8 sierpnia, zarówno strategiczne, jak i taktyczne lotnictwo bombowe atakowało i w dzień, i w nocy, choć Niemcy nie zauważyli żadnego wzrostu ich aktywności aż do trzeciego dnia ewakuacji. Do nocy z 13 na 14 sierpnia ‘latające nocami Wellingtony były aktywne prawie wyłącznie nad plażami ewakuacyjnymi’ – niestety nad niewłaściwymi. ‘Następnie bombardowały porty wzdłuż włoskiego wybrzeża’ – niewłaściwe porty. Wellingtony wykonały średnio 85 nocnych lotów nad cieśniną, a średnie bombowce i myśliwce bombardujące przy świetle dziennym ‘od 8 do 17 sierpnia wykonały 1170 lotów’ nad celami nawodnymi oraz przystaniami końcowymi. Przez ostatnie trzy dni, od 15 do 17 sierpnia, lotnictwo kontynuowało działania ‘na okrągło’. Faktycznie, udało mu się zatopić jedna barkę MFP i dwa promy Siebel, a także zatrzymać włoskie promy kursujące nocą przez wąskie gardło cieśniny, ale niemiecki harmonogram nigdy nie został poważnie zakłócony.

Promy były zbyt zwinne i za dobrze bronione, by bombardowanie z dużej wysokości mogło im zagrozić, a odważne próby zrzucania bomb z lotu nurkowego, podejmowane przez myśliwce bombardujące, były często zgubne dla pilotów, ponieważ stożek ognia przeciwlotniczego, przez który musieli przelatywać, był gorszy nawet niż ten w Zagłębiu Ruhry. Włosi zauważyli, że mogą liczyć na spokój w cieśninie przez godzinę przed i po pierwszym brzasku, po wycofaniu się nocnych bombowców i przed pojawieniem się bombowców dziennych. Admirał von Ruge zauważył z pewną złośliwością, że ‘mając na uwadze anglosaskie zwyczaje’, godzina lunchu była spokojnym czasem na przeprawę.

Brytyjskie bombowce Vickers Wellington B Mark X podczas kampanii włoskiej z lat 1943-1945 (Wikimedia / IWM CNA 2699, domena publiczna).

Włoskie i niemieckie promy nie miały absolutnie żadnej osłony własnych sił powietrznych, a alianckie samoloty nigdy nie były atakowane w powietrzu. Ataki lotnictwa stawały się okazją do wspaniałych pokazów pirotechnicznych. Nocą, przy jasnym księżycu (15 sierpnia była pełnia), z samolotów sypały się flary i bomby, niebo krzyżującym się ściegiem przecinały pociski smugowe i przeciwlotnicze, wystrzeliwane z wody i lądu, a światło odbijało się w krętych kilwaterach robiących uniki barek. Od czasu do czasu jakiś samolot, który próbował zrzucić bombę z lotu nurkowego, spadał w płomieniach do cieśniny.

Alianckie siły powietrzne utrzymywały, iż zostały zniszczone dwadzieścia trzy łodzie, zaliczono czterdzieści trzy bezpośrednie trafienia i dwieście cztery bliskie chybienia, co po przeliczeniu dało taki wynik, że zatopiono więcej jednostek, niż były one w posiadaniu nieprzyjaciela. Faktyczne straty to sześć niemieckich łodzi i jedna włoska zatopiona lub uszkodzona tak, iż nie nadawała się do naprawy oraz siedem lub osiem innych uszkodzonych.”

Sycylia – zmarnowana szansa aliantów?

Z alianckiego punktu widzenia największą stratą był udany odwrót z Sycylii niemieckich sił pancernych, złożonych z weteranów – którzy okazali się później wyjątkowo trudnym przeciwnikiem w czasie walk we Włoszech kontynentalnych w latach 1943-1944. Samuel Eliot Morison, jeden z głównych historyków US Navy, uznał że alianci mogli – gdyby działali bardziej zdecydowanie – powstrzymać lub chociażby znacznie utrudnić ewakuację sił Osi z Sycylii:

‘Generał von Senger słusznie nazwał tę ewakuację „chwalebnym odwrotem”. […] Dlaczego siły alianckie, mające wówczas absolutną przewagę w powietrzu i dysponujące ogromną siłą ognia na wodzie, nie mogły podjąć wszelkich starań, by ją powstrzymać?

Admirał Cunningham był przekonany i nadal w to wierzy, że poza tym, co faktycznie próbowano uczynić, „nie było skutecznej metody” powstrzymania ewakuacji „ani środkami morskimi, ani powietrznymi”.

„Przejście przez Cieśninę Mesyńską, nie dłuższe niż trzy mile, można było wykonać w mniej niż godzinę, a rejon po obu stronach był osłaniany przez baterie artylerii i reflektory. Niemcy przerzucali swoje oddziały nocą, co wykluczało poważną ingerencję ze strony naszych samolotów. I chociaż nasze MTB [Motor Torpedo Boat] niemal co noc dokonywały rajdów w głąb cieśniny, ryzykując przy tym bardzo wiele, nie były w stanie zakłócić ruchu nieprzyjaciela”.

Baterie nadbrzeżne i reflektory były rzeczywiście ogromnym zagrożeniem, zwłaszcza dwie niemieckie baterie 170 mm umieszczone po obu stronach Villa San Giovanni. Ale czyż te działa nie mogły zostać zlokalizowane przez  rozpoznanie lotnicze i zniszczone przez pancerniki i monitory strzelające nad lądem z wód na północ i zachód od przylądka Peloro, z odległości od 8000 do 16 000 jardów lub z południowego wejścia do cieśniny na południowy zachód od Reggio? Gdyby te duże działa zostały uciszone, śmiały zagon lekkich krążowników i niszczycieli w górę cieśniny od południa powinien być w stanie uciszyć większość baterii 88 mm i 90 mm i oczyścić drogę dla MTB, kanonierek, a nawet niszczycieli, które mogłyby skutecznie działać przeciwko promom Siebel i innym jednostkom ewakuacyjnym. Siły nawodne nie mogły całkowicie zakorkować owej butelki, ale warto było zaryzykować ich atak chociażby w celu uniemożliwienia odwrotu bodaj jednej z niemieckich dywizji pancernych [1 Dywizji Pancerno-Spadochronowej „Hermann Göring” i 15 Dywizji Grenadierów Pancernych] opuszczających Sycylię.

Zniszczony niemiecki czołg PzKpfw VI Tiger w Biscari na Sycylii w lipcu 1943 r. Źródło: Wikimedia / National Museum of the United States Navy U.S. / Navy photo 80-G-86226, domena publiczna.

Każda taka próba byłaby bardzo niebezpieczna dla alianckich okrętów, które były pilnie potrzebne w Salerno. Jednak ich brak użycia w ciągu tych dwóch tygodni, gdy w cieśninie roiło się od jednostek ewakuacyjnych, wydaje się z perspektywy czasu czymś niepoważnym.

Kiedy w dniach 14-16 sierpnia ruch osiągnął punkt szczytowy, Siły Zadaniowe 88 kontradmirała Davidsona osłaniały bezużyteczną operację desantową Pattona na tyłach wroga pod Spadaforą. W nocy z 15 na 16 sierpnia niszczyciel Trippe i trzy PT zostały wysłane na północ, by przyjąć kapitulację Wysp Eolskich (Wysp Liparyjskich). Następnej nocy, po zakończeniu ewakuacji, USS Philadelphia, Boise i cztery niszczyciele ostrzelały Palmi i Gioia Tauro i nie przechwyciły nawet promów Siebel, które umykały do Neapolu. Brytyjskie pancerniki i lotniskowce stały w tym czasie bezpiecznie w porcie.

Dziewiątego sierpnia z Bizerty wyszedł Zespół „Q” złożony z lekkich krążowników celem przeprowadzenia operacji, niezręcznie nazwanej „Annoyance”, polegającej na przeprowadzeniu ostrzału Castellamare w Zatoce Neapolitańskiej i przeszukaniu wybrzeża Kampanii. Krążowniki powróciły do Bizerty, 12 i 14 sierpnia wyruszyły ponownie w dwóch dywizjonach, przeczesały włoskie wybrzeże między Paolą a Zatoką Santa Eufemia i ostrzelały Vibo Valentia i Scalea, miasto na kalabryjskiej drodze przybrzeżnej, ponad sto mil na północ od Cieśniny Mesyńskiej. Nie osiągnięto nic poza spotkaniem z małym włoskim konwojem przybrzeżnym, z którego zatopiono dwie malutkie jednostki eskortowe. Po raz kolejny Vibo Valentia zostało przeszukane przez krążowniki we wczesnych godzinach 16 sierpnia, kiedy to niemiecka ewakuacja osiągała swój punkt kulminacyjny. W porcie nie dopatrzono się żadnych statków, a jedynym pocieszeniem dla Zespołu „Q” przed powrotem do Bizerty był fakt, że ominęły go dwa duże niemieckie naloty na ten ważny tunezyjski port, przeprowadzone późną nocą 17 i 18 sierpnia. Za każdym razem port atakowało około pięćdziesięciu samolotów, z których kilka zostało zestrzelonych przez Beaufightery. Niemcy zatopili LCI i uszkodzili statek Liberty.

„Przez następne kilka dni”, napisał pułkownik von Bonin, „trudno nam było pojąć, że ewakuacja zakończyła się tak pełnym sukcesem”. Większość niemieckich sił na Sycylii – trzy porządne dywizje – umknęła w dobrym porządku, z całym uzbrojeniem i większością sprzętu, „całkowicie gotowa do służby”. Generał von Vietinghoff  [we wrześniu 1939 r. dowodził w czasie bitwy pszczyńskiej] uznał tę ewakuację za „mającą decydujące znaczenie dla całego późniejszego przebiegu kampanii we Włoszech”. W drugiej połowie 1943 roku jego najcenniejsze siły pochodziły z Sycylii.

Pewnym pocieszeniem jest fakt, że Hitler nie uważał ewakuacji za sukces, ponieważ oznaczała ona pierwszą utratę terytorium państw Osi w Europie. Odpowiedzialny za nią generał Hube nie otrzymał ani awansu, ani pochwały, a admirał von Ruge, który nadzorował część morską, został odwołany z dowództwa’.

Bibliografia: Samuel Eliot Morison, „Sycylia – Salerno – Anzio. Styczeń 1943 – czerwiec 1944”.

Fotografia tytułowa: niemieckie działo 8.8-cm-Flak podczas transportu na Sycylii w sierpniu 1943 r. Źródło: NAC / Wydawnictwo Prasowe Kraków-Warszawa / Pilz.

Marek Korczyk