Służba na ORP Bałtyk

Hulk szkolny ORP „Bałtyk”, były francuski krążownik pancernopokładowy D’Entrecasteaux, był największym okrętem międzywojennej Polskiej Marynarki Wojennej. Choć wyglądał imponująco i stanowił dumny element krajobrazu gdyńskiego portu, to służba na jego pokładzie początkowo nie należała do zbyt przyjemnych. Po przybyciu do Polski w 1927 r. „Bałtyk” był bowiem okrętem bardzo wysłużonym, a panujące na nim warunki mieszkalne – zwłaszcza zimą – były co najmniej uciążliwe. Wymownie opisał to Eugeniusz Pławski, który w 1927 r. był dyrektorem nauk Szkoły Specjalistów Morskich, zaokrętowanej na „Bałtyku” (za: „Fala za falą… Wspomnienia dowódcy ORP Piorun”):

‘W jesieni zostałem wyznaczony na stanowisko dyrektora nauk, do Szkoły Specjalistów Morskich. Szkoła została umieszczona na świeżo nabytym we Francji krążowniku d’Entrecasteaux, przemianowanym przez nas na ORP Bałtyk. Stary ten emeryt miał bardzo kolorową przeszłość. Zwiedził wszystkie zakątki świata. Służył sprawom Francji na wodach chińskich i na Morzu Śródziemnym, reprezentował Francję na koronacjach i pogrzebach. Brał udział w ataku na Dardanele, był wszędzie, gdzie bieg historii wymagał obecności trójkolorowej bandery. Moja matka tańczyła na pokładzie d’Enrecasteaux za swoich młodych lat. Ja zwiedzałem go we Władywostoku jeszcze jako kadet. Teraz stał w Gdyni pod biało – amarantową banderą w służbie Rzeczypospolitej.

ORP Bałtyk stał przymocowany do nie całkiem jeszcze wykończonego falochronu. Był pusty i dlatego sterczał wysoko nad wodą. Nie posiadał żadnego uzbrojenia i tylko groźny taran świadczył o jego dawnej chwale. Dowódcą okrętu i szkoły był kmdr por. Adam Mohuczy. Człowiek o niespożytej energii i tysiącu koncepcji. Czerpał natchnienie z historii Napoleona i Focha oraz strategii Castexa. „C’est la force morale qui gagne la bataille [Siła moralna wygrywa bitwę ]” – było jednym z licznych jego powiedzonek, którymi lubił imponować swym słuchaczom. W I wojnie światowej pływał na rosyjskich okrętach podwodnych. W Wolnej Polsce stworzył i był pierwszym komendantem Oficerskiej Szkoły Marynarki Wojennej. W czasie wojny z bolszewikami dowodził II Batalionem Morskim. Ukończył Ecole de Guerre Naval w Paryżu. Po zwolnieniu się z Marynarki Wojennej został dyrektorem Szkoły Marynarki Handlowej. Osobiście poznałem go jeszcze w Harbinie, gdzie jego ojciec był inżynierem budowy kolei. Była to postać bezwzględnie ciekawa i niecodzienna.  Zastępcą dowódcy na ORP Bałtyk był kpt. mar. Staszkiewicz.

D’Entrecasteaux kosztował nas niedrogo, ale i wartość jego nie była zbyt wielka. Własnej pary staruszek wyprodukować nie mógł, więc przy burcie stała zawsze jedna z kanonierek, która nas ogrzewała i dawała parę dla dynamo. Pomieszczenia i kabiny wyglądały deprymująco, a powietrze wewnątrz okrętu absolutnie nie przypominało zapachu jaśminu lub alpejskich fiołków. Wody w umywalniach przeważnie nie było, ale za to szczurów mieliśmy całe armie. Były to szczury francuskie i afrykańskie, z Sajgonu i Madagaskaru. Ogromne te gryzonie, od których nawiewały koty, panowały na wszystkich górnych i dolnych pokładach, gryzły nam rzeczy w szafach, wgryzały się do wnętrza walizek i kufrów, wyjadały nam pastę do zębów, łaziły po nas w czasie snu, niszczyły prowiant, a nawet posiekały na papkę dziennik podawczy w kancelarii.

Wytrzymaliśmy w tych warunkach oblężenia przez parę miesięcy, ale gdy nadeszły prawdziwe mrozy, gdy nie bacząc na parę z kanonierki woda w umywalkach zamarzła na amen, a ludzie z zimna nie mogli spać ani też siedzieć na wykładach, nadszedł wreszcie rozkaz, by całą Szkołę Specjalistów Morskich wyokrętować i umieścić na lądzie…

W budynku świetlicy marynarskiej, przy pomocy płótna żaglowego podzieliliśmy salę na klasy, postawiliśmy stoły, ławki i tablice i rozpoczęliśmy przerwane wykłady. Świetlica zamieniła się w istną wieżę Babel. Poprzez płótno słychać było jednocześnie głosy wszystkich wykładowców i instruktorów. Jeśli któryś z instruktorów zwykł był upiększać swe wykłady anegdotkami, dowcipami lub wręcz siarczystym słowem, ryczała ze śmiechu nie tylko jego klasa, lecz również sąsiednie. Z tego powodu instruktorzy mówili coraz głośniej, by zagłuszyć wykładowców po drugiej stronie kurtyny, a tym samym przyciągnąć uwagę własnej klasy, a to znów wywoływało skargi ze strony wykładowców mniej krzykliwych i tak w kółko. Nazwaliśmy ten przybytek wiedzy i kultury „Cyrk Medrano”… Było nam cieplej aniżeli na ORP Bałtyk, ale te płótna, zgiełk i ciasnota o wiele więcej przypominały wędrowny cyrk niż Szkołę Specjalistów Morskich.’

Warto dodać, że później – po gruntownym remoncie i konserwacji – warunki na ORP „Bałtyk” uległy poprawie. W 1929 r. na stałe ulokowano na tym okręcie Szkołę Specjalistów Morskich, pełnił on także funkcje reprezentacyjne a na jego pokładzie witano zagranicznych admirałów zwiedzających Gdynię.

Bibliografia: Eugeniusz Pławski, „Fala za falą… Wspomnienia dowódcy ORP Piorun”.

Fotografia: ORP „Bałtyk” na zdjęciu z lat 30-tych. Źródło: NAC, Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny.

Marek Korczyk