Wielkanoc na HMS Rodney

Załoga pancernika HMS „Rodney” – w tym odbywający staż Polacy – w kwietniu 1941 r. obchodziła Wielkanoc podczas bojowego rejsu. W efekcie tego tradycyjne uroczystości połączone były z porannym wstawaniem, wachtami oraz ćwiczeniami na stanowiskach bojowych. Świąteczny nastrój był zatem dość kiepski, niemniej jeden z Polaków na pokładzie „Rodney’a” – Eryk Sopoćko – znalazł trochę czasu na wysłanie życzeń w języku polskim na płynący w pobliżu liniowiec MS „Batory”. Tak wspominał o tym Sopoćko – który poprzednią Wielkanoc spędził z załogą ORP „Orła” – w artykule dostępnym w książce pt. „W pościgu za Bismarckiem”:

„Kwietniowa niedziela. Stałem na pomoście, ale myślami byłem gdzieś indziej. Spędziłem poprzednią Wielkanoc z załogą okrętu podwodnego Orzeł. Cumowaliśmy wówczas w brytyjskim porcie. Nasze osamotnione serca wygnańców pocieszaliście tak, jak potraficie to tylko wy, Brytyjczycy, zapraszając nas do swoich domów, przyjmując nas ciepło i serdecznie, jakbyśmy byli członkami rodziny. Gdy już wygramy tę wojnę i wrócimy do Polski i zasiądę do adresowania listu do Wielkiej Brytanii, to słowo ‘Wielka’ nie będzie już dla mnie oznaczać tylko potęgę i ogrom, lecz przede wszystkim wielkie serce.

Cofając się myślami przypomniałem sobie, jak kiedyś spędzałem święta wielkanocne w Polsce. Wiosna. Wiejskie drogi rozjechane na sypki puch przez końskie kopyta. Drzewa pokryte pąkami. Gdzieniegdzie w przelocie widać już świeżą zieleń trawy, przebijającej się przez zalegające połacie śniegu. Osady, wioski – wszystko budzi się do życia z zimowego snu. Gdy zamykam oczy, niemal słyszę kościelne dzwony wzywające wiernych na mszę rezurekcyjną. W każdym domu stoły zastawiane są domowymi ciastami, pasztetami i pieczonym mięsiwem. Pośrodku każdego stołu ustawiono święconkę z różnokolorowymi jajami. A przed koszykiem stoi cukrowy lub czekoladowy baranek – symbol tradycji. Całość strojono gałązkami czernicy i widłaka. Ksiądz wzywa do poświęcenia tych darów.

Kończy się post. Zmartwychwstanie. Alleluja. Szczęśliwość w niebiosach i pokój na ziemi dla wszystkich ludzi dobrej woli. Wielkanocne śniadanie z całą rodziną zebraną wokół stołu. Dzielimy się poświęconym jajkiem i życzymy sobie wszyscy nawzajem zdrowia, szczęścia i powodzenia. Na wszystkich twarzach widać szczęście, oczy skrzą się radością… Tak to kiedyś wyglądało.

A dzisiaj… Dzisiaj też Wielkanoc. Dzień nie różni się jednak od innych. Nie ma czasu na obrzędy i ceremonie. Trwa wojna. Codzienne ćwiczenia obsadzania stanowisk bojowych nie miały nic wspólnego z duchem świąt. I wcale nietrudno wytłumaczyć, dlaczego musiały się zacząć o tak nieludzkiej godzinie: o czwartej nad ranem. Po mszy świętej i śniadaniu udałem się na wachtę. Zrobiło się pięknie, na niebie nie było ani jednej chmurki. Towarzyszyliśmy konwojowi, w którym płynął M/S Batory. Poprosiłem kapitana o pozwolenie przekazania rodakom wielkanocnych życzeń. Nie tylko udzielił mi zgody, ale pozwolił mi nawet wysłać życzenia po polsku. Sprawiłem tym sygnaliście Rodney’a niemały problem, ale muszę oddać mu sprawiedliwość, że wysłał i przyjął sygnały nie popełniwszy nawet najmniejszej literówki.

Stałem na pokładzie obserwując stado ptaków: mew, petreli i rybitw. Setki, tysiące ptaków rozdzielały się przy dziobie okrętu i przelatywały wzdłuż burt. Rybitwy sprawiały wrażenie, jakby były zbyt ciężkie, by mogły latać; trzepocząc skrzydłami zdawały się odbijać nimi od powierzchni wody, powodując wielkie zamieszanie. Obserwując te niezdarne ptaszyska śmiałem się do rozpuku. Istnieje tyle gatunków ptaków, że każdemu można przypisać ludzkie cechy. Są odważne i tchórzliwe, znudzone i nadpobudliwe. Wokół musiało być mnóstwo ryb, bo nic innego nie mogło wytłumaczyć obecności tak wielu ptaków.

Po południu przeszedłem się z Cześkiem po pokładzie. Za rufą błękit morza rozcinał spieniony kilwater okrętu, nad którym szybowało stado mew. Pojawiła się tęcza. Tak zatopiliśmy się w myślach, że zamilkliśmy i nic nie mówiliśmy. Rozmyślałem o przyszłości: o obfitych, ale jeszcze nie zebranych plonach. Przed nami konieczna harówka nad przygotowaniem gruntu, obsianiem i nawożeniem tego bogactwa, aby mogło przetrzymać i zdusić trujące chwasty takie jak te zasiane przez Hitlera. Przyszłość zależała od nas.”

Bibliografia: Eryk Sopoćko, „W pościgu za Bismarckiem”.

Fotografia: pancernik HMS „Rodney” podczas rejsu na Morzu Śródziemnym, sfotografowany z pokładu lotniskowca HMS „Formidable”. Źródło: Wikimedia / IWM A 16216, domena publiczna.

Marek Korczyk