Historia maszyny szyfrującej Enigma i alianckich kryptologów, cz. 2


Zobacz pierwszą część materiału


Pospiesza ewakuacja ratuje tajemnicę Biura Szyfrów

Gdy na Polskę spadały pierwsze niemieckie bomby, kryptolodzy przewidywali, iż ich praca może być niezwykle przydatna podczas nadchodzącego konfliktu. Marek Grajek słusznie ocenia, iż zadaniem Langera i jego ludzi nie było w tym czasie pomaganie wojsku, bo takowe nie miało większych szans w starciu z niemiecką potęgą militarną, lecz ratowanie dobytku i tajemnicy Enigmy. Ośrodek w Lesie Kabackim został zlikwidowany, dokumenty zniszczono. W dniach 5-6 września Biuro Szyfrów pospiesznie ewakuowało się z zabudowań i ruszyło w stronę granicy. Po dotarciu do Rumunii kryptolodzy planowali obranie kursu na zachód i przedostanie się do Francji, gdzie Bertrand miał czekać z otwartymi ramionami na swoich niezwykle utalentowanych przyjaciół. Niestety, grupa została podzielona. Część kryptologów miejscowe władze zatrzymały w Rumunii, jednakże Polakom udało się dotrzeć do ambasady francuskiej, która dość sprawnie załatwiła przerzut kryptologów. Nie wszyscy mieli tyle samo szczęścia. Choćby Langer i Ciężki, których internowano w Rumunii. Francuzi szybko poradzili sobie z trudnościami dyplomatycznymi i wyposażyli Polaków w bilety do Paryża. Sytuacja była jednak napięta. Polacy tylko cudem uniknęli spotkania z niemieckimi wojskami i niemal w ostatniej chwili umknęli z kraju pogrążonego w chaosie wojny. Dekonspiracja była blisko, z czego doskonale zdawali sobie sprawę i Langer, i Bertrand, dla którego utrzymanie tajemnicy Enigmy stanowiło teraz kwestię numer jeden. W październiku 1939 roku ekipa z Biura Szyfrów była niemal w komplecie. Początkowo zakwaterowano ich we francuskich hotelach, skąd trafili do willi Vignoles nieopodal Paryża. Utworzono tam nowy ośrodek, który otrzymał kryptonim „Bruno”. Jeszcze w październiku polscy kryptolodzy mogli wznowić prace pod czujnym okiem francuskich zwierzchników. Utworzony na emigracji rząd gen. Władysława Sikorskiego oraz odtwarzane w pośpiechu siły zbrojne nie zainteresowały się działalnością Langera, który szybko znalazł się na cenzurowanym jako osoba rzekomo związana z reżimem sanacyjnym. Ten rozdźwięk w polskich elitach wojskowych zaowocował przeniesieniem Polaków pod komendę Bertranda, który mocno zaangażował się w zorganizowanie nowego miejsca pracy Polaków oraz współpracę z Anglikami, którzy coraz aktywniej działali w Bletchley Park nazywanym „Ypsylon” od kryptonimu „Y”, jakim opatrzono siedzibę brytyjskiego radiowywiadu. W grudniu Langer i Ciężki polecieli do Londynu, aby dyskutować tam warunki dalszej kooperacji. Polakom i Brytyjczykom udało się ustalić, iż zmiany w kodach stosowanych przez Luftwaffe oparte są na zasadzie wzajemności. Obie strony informowały się o postępach prac. Polacy otrzymali od Brytyjczyków 60 płacht perforowanych. Rejewski ocenia, iż gest ten nie stanowił dla sojusznika trudności ze względu na ogromne możliwości finansowe. Przesyłkę podpisał sam Knox, który w ten sposób wyrażał wdzięczność dla Polaków. Rejewski stwierdza, iż na samym początku wojny Bletchley Park zatrudniało 60 kryptologów, a później daleko więcej. „Nic więc dziwnego, że gdy korzystając z arkuszy perforowanych zaczęliśmy odtwarzać klucze dzienne i wzajemnie je sobie poprzez Kanał przesyłać na każde 100 odnalezionych kluczy 83 pochodziło od Brytyjczyków, a tylko 17 od nas, Polaków”. Zainteresowanie obu stron było wprost proporcjonalne do postępów obu ekip. Zwróćmy uwagę, iż 9 stycznia 1940 roku Alistair Denniston napisał do Stewarta Menziesa list, w którym jednoznacznie wypowiedział się o Rejewskim, Różyckim i Zygalskim: „[…] doświadczenie tych młodych ludzi może skrócić nasze wysiłki o miesiące. […] Posiadają 10 lat doświadczenia i już krótka ich wizyta może dowieść ich ogromnej wartości!”. Następnego dnia szef brytyjskiego wywiadu wystosował list do swojego odpowiednika po stronie francuskiej z zaproszeniem dla trójki polskich matematyków.

Sytuacja polityczna była tymczasem coraz bardziej napięta. Gdy 9 kwietnia 1940 roku Hitler uderzył na Danię i Norwegię , wszyscy byli pewni, iż wojna na froncie zachodnim jest już nieunikniona. 10 maja Niemcy rozpoczęli kampanię francuską . Wraz z postępem armii przeciwnika, ośrodek „Bruno” był coraz bardziej zagrożony. Bertrand zdecydował, iż kryptolodzy zostaną przeniesieni, aby kontynuować swoje prace. 20 maja niemieckie Enigmy stosowane w marynarce, armii lądowej i flocie zmieniły walce. Nie nastręczyło to wielkich problemów polskim matematykom, którzy jeszcze tego samego dnia odtworzyli oryginalny układ. Dzięki sukcesom kryptologów dowództwo francuskie miało możliwość odczytywania niemieckich dokumentów, co jednak nie przełożyło się znacząco na sytuację na froncie. Kapitulacja Francji była coraz bliżej. 14 czerwca ośrodek „Bruno” został zlikwidowany, a polskich kryptologów przeniesiono do Algieru. Cała dokumentacja została zabrana bądź zniszczona na miejscu. Po działalności polsko-francuskiej ekipy nie pozostał żaden ślad.

Powrót i ponowna praca

Krótko jednak przebywali poza europejską częścią francuskich posiadłości. Już we wrześniu powrócili na kontynent europejski i zorganizowali się w nieokupowanej przez Niemców Republice Vichy. Decyzja o powrocie była podyktowana ambicjami Bertranda, chęcią wykazania się i kontynuowania prac za wszelką cenę. Nie był to jednak rozsądny pomysł, zważywszy na łatwą możliwość dekonspiracji ośrodka. Langer starał się wydostać swoich ludzi poza Vichy, dostrzegając wagę problemu. Skontaktował się nawet z gen. Juliuszem Kleebergiem, który pozostał zwierzchnikiem Polaków na terenie południowej Francji. Na nic zdały się ostrzeżenia o nadmiernym ryzyku, o możliwości złamania tajemnicy Polaków. Londyn nakazał Langerowi pozostanie we Francji i wykonywanie rozkazów Bertranda. Wzajemne animozje między Polakami i Francuzami zaczęły przybierać na sile. Polacy rozmieścili się w Château des Fouzes niedaleko niewielkiej miejscowości Uzes. Ich ośrodek otrzymał kryptonim „Cadix”. Rejewski podsumował ten okres jako czas odwrotu od dotychczasowej pracy. Niemcy udoskonalili metody szyfrowania, co nastręczało Polakom sporo kłopotów. Genialny matematyk stwierdził później: „A w miarę jak Niemcy doskonalili sposoby przekazywania depesz, pomoc mechaniczna konieczna dla złamania szyfru stawała się coraz bardziej skomplikowana i coraz kosztowniejsza. Równolegle wzrastała też ilość materiału podsłuchowego potrzebna do uporania się z szyfrem. Tymczasem w warunkach, w jakich we Francji, w strefie wprawdzie nieokupowanej, jednak przez Niemców kontrolowanej, wówczas przebywaliśmy, materiału podsłuchowego otrzymywaliśmy niedużo, a o wykoncypowaniu, a tym bardziej zbudowaniu skomplikowanych i kosztownych maszyn, jakie wówczas były potrzebne, nawet marzyć nie mogliśmy. Anglicy w Bletchey już w 1940 roku przerobili polskie bomby z 1938 roku odpowiednio do zmienionych potrzeb, zachowując nazwę bombs i ich charakter elektromechaniczny. Potem budowali dla potrzeb łamania szyfru Enigma maszyny coraz to bardziej skomplikowane, aż wreszcie jedna z nich, która weszła w życie na sam koniec 1943 roku, była […] pierwszym zbudowanym na świecie autentycznym elektronicznym komputerem”. O sukcesach Brytyjczyków powiemy teraz kilka słów, przerywając nieco tok narracji poświęconej perypetiom polskich kryptologów.

Bletchley Park i geniusz Turinga

Wspominaliśmy już o początkach ośrodka w Bletchley Park. Dzięki nakładom finansowym był on w stanie przyjmować kolejnych młodych, utalentowanych pracowników wyposażonych w nowoczesny sprzęt i, jak na owe czasy, świetną technologię. Brytyjczycy produkowali już swoje wersje płacht Zygalskiego, udoskonalając jednocześnie bombę Rejewskiego. Jak wiemy, nie zmieniła się nomenklatura i angielskie bombs umożliwiły im zbudowanie specjalnej maszyny, która analizowała i odnajdowała klucze używane przez niemieckich szyfrantów. Choć nad projektem pracował szereg naukowców, największe zasługi przypisuje się Alanowi Turingowi . Urodzony w 1912 roku matematyk jeszcze w latach trzydziestych dał się poznać jako znakomity kryptolog wykorzystujący potencjał królowej nauk. Pracował na uniwersytetach Princeton oraz Cambridge. Szybko zapoznał się z działaniem „polskiej Enigmy”, rozpracował elektromechaniczny system rządzący maszyną. Wielokrotnie kontaktował się z polskimi naukowcami, uzyskując cenne informacje, które umożliwiły mu kontynuowanie ich prac na szeroko zakrojoną skalę. Rekrutacja do Bletchley Park przebiegała dwutorowo. Z jednej strony pozyskiwano wszystkich o określonym potencjale intelektualnym, przy czym w przypadku Turinga zadecydowały możliwości matematyczno-logiczne. W zespołach nie brakowało też szachistów, lingwistów, a nawet specjalistów od krzyżówek. Drugim etapem była szczegółowa analiza przeszłości i zaangażowania naukowców.

W Chatham rozmieszczona została stacja nasłuchowa, która przechwytywała treść niemieckich depesz. Następnie przesyłano je do Bletchley Park, gdzie brytyjscy kryptolodzy głowili się nad znaczeniem zaszyfrowanych wiadomości. Ośrodek podzielono na szereg sekcji zajmujących się poszczególnymi szyframi, w tym wojsk lądowych i lotnictwa kierowaną przez przyjaciela Polaków Alfreda Dillwyna Knoxa. Połączenia między wojskowymi a jednostkami kryptologicznymi realizowane były za pośrednictwem systemu Special Liaison Unit. Nie wszyscy byli jednak poinformowani o działalności Bletchley Park, co uzasadnione było kwestiami bezpieczeństwa.

Dzięki zmechanizowaniu procesu odczytywania niemieckich depesz możliwe było szybsze i wydatniejsze opracowywanie odszyfrowanych wersji rozkazów nieprzyjaciela. Turing jeszcze pod koniec 1939 roku opracował swoją bombę, która umożliwiała mechaniczne dostosowanie maszyny do ustawień używanych przez niemieckich szyfrantów. Zerwał z dotychczasowym schematem łamania kodu na podstawie powtórzeń stosowanych przez Niemców, uznając, iż błąd ten zostanie wyłapany i wkrótce informacja ta nie będzie do niczego przydatna. Szyfranci powtarzali trzyznakowy klucz, dzięki czemu wskazywali kryptologom pracującym dla obcego wywiadu szczątkowy układ ustawień Enigmy. Nowym zadaniem Turinga był atak na tekst szyfrogramu oparty na analizie ułożenia poszczególnych znaków. Dzięki temu skonstruował maszynę analizującą ustawienia niemieckiej Enigmy. Kryptonimem dla brytyjskich badań było słowo „Ultra”. Co więcej, informacje te wykorzystywano już podczas bitwy o Wielką Brytanię! Alianci z wyprzedzeniem reagowali na niemieckie wyprawy powietrzne, dzięki czemu obrona Wyspy była możliwa w tak wielkim stopniu. Ultra umożliwiała odczytywanie rozkazów, które mogły stać się kluczowe dla przebiegu kolejnych batalii. Rozkazy dowództwa Luftwaffe nie stanowiły dla Brytyjczyków tajemnicy. Nawet starcie na niebie Wielkiej Brytanii z 15 września 1940 roku, które w praktyce rozstrzygnęło losy niemieckiej inwazji, zostało po części wyreżyserowane – dowódcy RAF-u wiedzieli, gdzie i kiedy spodziewać się wyprawy nieprzyjaciela (co czasem wprawiało w zdumienie alianckich pilotów). Już w dwa dni później Ultra zakomunikowała – operacja zostaje zawieszona – widmo inwazji zostało oddalone. 14 listopada 1940 roku Niemcy zorganizowali nalot na Coventry. Mimo iż Brytyjczycy wiedzieli o planowanej operacji, sprowadzili jedynie służby sanitarne i gaśnicze, nie decydując się na ewakuację miasta. Był to oczywisty krok w celu ratowania tajemnicy Enigmy-Ultry. W późniejszym okresie jeszcze kilkukrotnie stosowano podobny zabieg, dzięki czemu sekret utrzymano do końca wojny.

Ultra zmienia bieg wojny?

Ultra zaczęła znajdować coraz liczniejsze zastosowania. Wykorzystano ją chociażby na froncie afrykańskim , co pozwoliło poznać plany gen. Erwina Rommla . Marynarka miała dostęp do informacji z analizy depesz Kriegsmarine, dzięki którym operacje konwojowe prowadzono z mniejszym narażeniem cennego ładunku. Bitwa u przylądka Matapan była jakby pokłosiem rozszyfrowania rozkazów przesyłanych dla włoskiej floty, a jej zwieńczeniem było wspaniałe zwycięstwo adm. Cunninghama. Wkrótce Brytyjczycy podzielili się sekretem z Amerykanami, którzy zostali wyposażeni w egzemplarze maszyn konstruowanych przez Bletchley Park. Ich pomoc okazała się nieoceniona, gdy do akcji weszli Japończycy. Ultra umożliwiła odczytywanie depesz dowódców Kraju Kwitnącej Wiśni, w których zapisywano plany operacyjne, zestawienia wojsk, a nawet program wizytacji jednostek przez adm. Isoroku Yamamoto , co w kwietniu 1943 roku walnie przyczyniło się do jego śmierci . Samolot, którym przewożono Japończyka wpadł w zasadzkę przygotowaną przez amerykańskie lotnictwo. Yamamoto został zestrzelono i zginął w katastrofie. Potencjał militarny i finansowy Amerykanów umożliwił im wsparcie badań prowadzonych w Bletchley Park i rozpoczęcie własnego programu kryptologicznego.

Końcowy tryumf w wielu bataliach II wojny światowej alianci zawdzięczali dokładnemu rozeznaniu wojsk i taktyki przeciwnika. Ultra dała im możliwość dogłębnej analizy posunięć nieprzyjaciela, czytania jego rozkazów, a nawet wykrywania szpiegów działających w swoich szeregach bądź zwalczania niekompetencji niektórych wojskowych i polityków, o których wpadkach dowiadywano się z niemieckich raportów. Podczas operacji „Overlord” dowództwo sprzymierzonych z uwagą śledziło posunięcia niemieckich wojskowych, co walnie przyczyniło się do końcowego tryumfu. Nieco inaczej przebiegały prace nad złamaniem szyfru Enigmy przygotowanej dla sił morskich. Komórka Hut-8 w Bletchey Park napotkała na liczne trudności związane ze zwiększoną liczbą wirników. Enigma M długo opierała się atakom kryptologów i dopiero w połowie 1941 roku przestała stanowić tajemnicę. Brytyjczykom udało się bowiem przechwycić kilka niemieckich okrętów, na których znaleziono tabele kluczy używanych przez Kriegsmarine. 9 maja 1941 roku udało się zająć okręt podwodny U-110. Niemcy nie zdawali sobie z powagi sytuacji, dlatego nawet utrata cennych dokumentów nie zaalarmowała ich przywódców, dla których złamanie kodu Enigmy bez posiadania aktualnych tabel kluczy nie było możliwe. W praktyce brytyjska Admiralicja analizowała odtąd wyprawy niemieckich U-Bootów, dzięki czemu uniknięto wielu strat Royal Navy podczas bitwy na Atlantyku . Wprawdzie kwestie łamania kodów Enigmy nie były tak oczywiste jak przed wojną, jednakże podstawy technologiczne wypracowane przez Brytyjczyków umożliwiły im skuteczne dostosowywanie się do zmieniającej sytuacji. Ze zmianami musieli radzić sobie także polscy kryptolodzy, dla których sprawa Enigmy wydawała się być zamknięta.

Polscy kryptolodzy tragicznymi bohaterami

Losy Polaków skomplikowały się dość mocno, gdy wojska sprzymierzonych postanowiły rozstrzygnąć patową sytuację w basenie Morza Śródziemnego . 8 listopada 1942 roku alianci rozpoczęli swoistą kampanię afrykańską . Lądowanie na wybrzeżu Afryki Północnej skutecznie utrudniło funkcjonowanie wojsk niemieckich na tamtejszym froncie. Decyzje militarne miały także wpływ na działalność polskich kryptologów. Niemcy zdecydowali się wkroczyć do nieokupowanej dotąd części Francji i tam przygotowywać nową linię defensywną. Bertrand postanowił przerzucić Polaków w bezpieczne miejsce. Najpierw dotarli na Lazurowe Wybrzeże, aby stamtąd wyruszyć w kierunku granicy hiszpańskiej. Nie wszystkim sprzyjało jednakowe szczęście. Gwido Langer , Ciężki dostali się w ręce francuskich żandarmów, którzy zawrócili ich na północ. Przy kolejnej próbie przedostania się przewodnik zdradził swoich podopiecznych i wydał ich Niemcom. Ci jednak nie zorientowali się, iż mają w ręku najważniejsze ogniwa operacji przeciwko Enigmie.

Nie powiodło się także Palluthowi i kilku mniej znaczącym postaciom z byłego Biura Szyfrów. Wszyscy trafili do niemieckiej niewoli. Langer i Ciężki przebywali najpierw w Stalagu 122 w Compiegne. Rok później przeniesiono ich do zamku Eisenberg. Obydwaj mieli uzasadniony żal do Francuzów, którzy nie traktowali ich jak równorzędnych partnerów i nie pozwolili niegdyś na ucieczkę do Wielkiej Brytanii, gdzie potencjał Polaków mógłby zostać w pełni wykorzystany. Tymczasem w marcu 1944 roku Niemcy nieoczekiwanie zainteresowali się polskimi oficerami. Ciężki i Langer mieli wystarczająco dużo czasu, by ustalić wspólną linię obrony. Otwarcie przyznali się do prób złamania kodu Enigmy, ale potwierdzili przypuszczenia przesłuchujących, którzy spodziewali się, iż cała operacja skończyła się fiaskiem. Wkrótce Polaków pozostawiono samym sobie, a do sprawy Niemcy nie wrócili. Mniej więcej w tym samym okresie przydarzyła się tragedia. 19 kwietnia 1944 roku Palluth zginął w obozie pracy. Langer i Ciężki doczekali w niewoli końca wojny i w maju 1945 roku zostali wyzwoleni przez wkraczających na terytorium III Rzeszy Amerykanów. Odnieśli jednak spory sukces, gdyż tajemnica Enigmy nie ujrzała światła dziennego.

Warto jeszcze wyjaśnić sprawę ich nagłego przesłuchania, na które nic wcześniej nie wskazywało. Na początku 1944 roku w niemieckie ręce dostał się Gustave Bertrand. Prawdopodobnie to on wskazał Niemcom osoby, z którymi kontaktował się przed wojną, jednakże nie obciążył nikogo kluczowymi zeznaniami. Niemiecki wywiad uwierzył w jego wyjaśnienia i pozostawił go na wolności, co okazało się błędem. Bertrand został ewakuowany do Wielkiej Brytanii. Także jemu udało się w tajemnicy utrzymać prawdę o pracach nad złamaniem niezwykłego kodu.

Wróćmy jednak do pogranicza francusko-hiszpańskiego, gdyż to tam rozeszły się drogi Langera, Ciężkiego, Rejewskiego i Zygalskiego (Różycki zginął 9 stycznia 1942 roku w katastrofie morskiej na Morzu Śródziemnym na pokładzie statku pasażerskiego „Lamoriciere” – wraz z nim życie stracił między innymi kpt. Jan Graliński, szef referatu sowieckiego Biura Szyfrów). Dwaj polscy matematycy dotarli do Hiszpanii, a stamtąd 3 sierpnia 1943 roku, po wielu perypetiach, zostali przerzuceni do Wielkiej Brytanii. Po drodze zostali obrabowani przez przewodnika i przeszli gehennę hiszpańskich więzień. Gdy przyjechali do Londynu, nie byli witani jak bohaterowie. Na miejscu weszli w skład komórki zajmującej się kryptologią, jednakże nie udało się im powtórzyć spektakularnych sukcesów sprzed wojny. Nie pracowali już nad Enigmą, zajmując się innymi kodami. W rzeczywistości nie mieli dostępu do osiągnięć brytyjskich kolegów i do 1945 roku służyli w Polskich Siłach Zbrojnych, wykonując zadania zlecone przez przełożonych.

Koniec wojny, koniec złudzeń Polaków

Koniec wojny nie przyniósł Langerowi i Ciężkiemu końca rozczarowań. Długo wyczekiwana wolność miała gorzki smak przeżytych w niewoli trudnych dni i porażki, jaką obydwaj ponieśli na polu politycznym. Odstawieni na boczny tor nie mogli kontynuować niezwykłej operacji, która tak naprawdę została zapoczątkowana w latach trzydziestych w Pyrach. 10 czerwca 1945 roku obydwaj dotarli do upragnionego Londynu, który kilka lat wcześniej był celem ich wędrówki. Zamiast podziękowań i docenienia wkładu w ostateczny tryumf po raz kolejny czekało ich rozczarowanie. Langer nie tylko nie doczekał się uznania, ale i szybko przekonał się, iż polskie kręgi polityczne nie są mu przychylne. Marek Grajek ocenia, iż wpływ na ten stan rzeczy mogły mieć również rewelacje przywiezione przez sprowadzonego do Wielkiej Brytanii Bertranda. Ten tłumaczył, iż polscy kryptolodzy nadużywali alkoholu, co spowodowało zepchnięcie ich na boczny tor. Polski historyk ze zdumieniem stwierdza: „Z zaskoczeniem odkrył, że jego argumenty o braku współpracy i nadużywaniu alkoholu przez Langera i Ciężkiego są wdzięcznie przyjmowane przez jego rozmówców, którzy najwyraźniej szukają dodatkowego potwierdzenia własnej, negatywnej opinii na temat obu oficerów. W ten sposób pod nieobecność Gwidona Langera i Maksymiliana Ciężkiego w lokalnym, polskim środowisku wojskowym ukształtowała się skrajnie niesprawiedliwa i oderwana od rzeczywistości ocena ich postawy. Oznaczała w praktyce kontynuację banicji, na której przebywali przez poprzednie 6 lat. Major Ciężki, mniej widoczny ze względu na swoją pozycję zastępcy, zyskał w końcu przydział do mieszczącego się w szkockim Kinross Centrum Wyszkolenia Łączności, a z czasem objął w nim stanowisko komendanta szkoły radiowywiadu. Ppłk Langer także trafił do Kinross, jednak nigdy więcej w Wojsku Polskim nie uzyskał przydziału służbowego”.

Nie można całkowicie rozgrzeszać polskich kryptologów, bowiem doniesienia o nadużywaniu alkoholu nie były wyłącznie plotkami. Jak się jednak okazało, sprawy te nie miały wpływu na działalność ośrodka „Bruno”, a problem został sztucznie wyolbrzymiony w celu skompromitowania obu oficerów.

Losy Langera doczekały się smutnego epilogu. Zmarł bowiem 30 marca 1948 roku w wyniku zatrucia pokarmowego. Niewiele więcej szczęścia miał Ciężki, który doczekał 1951 roku, umierając na obczyźnie na nowotwór płuc. Rejewski powrócił do kraju w 1946 roku. Następnie pracował w kilku zakładach, wydał też swoje wspomnienia. Zmarł w 1980 roku. Jego kolega z przedwojennej ekipy, Henryk Zygalski, pozostał na emigracji i pracował w charakterze nauczyciela matematyki. Zmarł w 1978 roku. Ich działalność doczekała szeregu akcji upamiętniających, wśród których wymienić należy cyfrową inicjatywę prezentującą cenne materiały archiwalne dotyczące operacji łamania kodu Enigmy dostępne na stronie internetowej http://www.spybooks.pl/pl/enigma.html .

Żeby jednak być sprawiedliwym w ocenie, trzeba powiedzieć, iż koleje życia brytyjskich bohaterów operacji często nie były wiele lepsze od tego, co życie przyniosło Polakom. Alan Turing , geniusz i prekursor komputeryzacji, popełnił samobójstwo 7 czerwca 1954 roku w wyniku prawdziwych oskarżeń o homoseksualizm i procesu sądowego, który zszargał reputację kryptologa. Jego śmierć dała podstawy do rozważań na temat brytyjskiego systemu prawnego, stając się również bodźcem dla teorii spiskowych, których autorzy chcieli widzieć w Turingu ofiarę morderstwa. Dobrze nam znany Alfred Dillwyn Knox nie doczekał końca wojny. Zmarł 27 lutego 1943 roku.

Osiemdziesiąt lat później – wciąż za mało świadomości

Historia operacji łamania kodu Enigmy przez wiele lat nie mogła ujrzeć światła dziennego. Wielonarodowy wysiłek kryptologów nie poszedł na marne – ich zaangażowanie i poświęcenie, nierzadko niedoceniane, położyło podwaliny pod końcowe zwycięstwo aliantów. Nie udałoby się to bez badań Polaków z Biura Szyfrów kierowanego przez Langera, wspaniałej pracy organizacyjnej Ciężkiego, geniuszu Rejewskiego, Zygalskiego, Różyckiego i ich mniej znanych kolegów, którzy często pozostawali bezimienni, pomimo wielkiego wkładu w złamanie niemieckiego szyfru. Powojenna historiografia zachodnia zaprezentowała jednak zupełnie inny punkt widzenia. Szczególnie pokrętną historię Enigmy przedstawili Brytyjczycy, wśród których nie brakowało oderwanych od rzeczywistości relacji bagatelizujących polski wkład w rozpracowanie tajemnicy bądź też jednoznacznie wskazujących na Polaków jako pomagierów Anglików sterowanych z Londynu i finansowanych za brytyjskie pieniądze. Wśród tego typu przekłamań bryluje relacja F. W. Winterbothama, który nie przejął się nawet wspomnieniami gen. Bertranda, lekceważąc Polaków i fenomen Rejewskiego.

Oczywiście, nie możemy uzurpować sobie prawa do przywłaszczania całości sukcesów, choć nie ulega wątpliwości, iż przedwojenne tryumfy stały się udziałem niemal wyłącznie Polaków i Francuzów. Przejaskrawianie problemu uwidoczniło się także w kraju nad Wisłą, gdzie historycy, nieco jakby przesadnie oddani patriotycznemu uniesieniu, widzieli w grupie Langera jedynych zwycięzców wyścigu do serca Enigmy. Nie jest to może właściwe postawienie sprawy, aczkolwiek niedoszacowanie bądź też kompletne zmarginalizowanie wpływu polskich badań na osiągnięcia Turinga i jemu podobnych jest oczywistym przekłamywaniem historii.

Wszystkie nacje zaangażowane w operację rozpracowywania szyfru Enigmy odniosły swoje sukcesy, dokładając ważną cegiełkę do końcowego tryumfu, który zaowocował opracowaniem systemu Ultra i regularnym dekryptażem niemieckich depesz. Pogodzenie jednak zwaśnionych historyków mających tendencję do wyolbrzymiania zasług własnego narodu może być trudne, a różnorodność spojrzeń zaciemnia prawdziwy obraz, krzywdząc tych, którzy byli prawdziwymi bohaterami trudnych dni walki i poświęcenia w okresie międzywojnia i II wojny światowej.