„Po wojnie mnie rozstrzelają”

 

Pierre Laval to postać niezwykle kontrowersyjna, a pod niektórymi względami – choć tu oceny historyków się różnią – także tragiczna. Po upadku Francji w czerwcu 1940 roku zaangażował się w budowanie marionetkowej Republiki Vichy, kolaborującego z Niemcami państwa zarządzanego przez Philippe’a Petaina. Przez lata sprzyjał okupantowi, nawet nie stwarzając pozorów antyniemieckiego oporu. W czerwcu 1942 roku, w przemówieniu radiowym skierowanym do narodu francuskiego, zachęcał rodaków do zgłaszania się na roboty do Niemiec, a jednocześnie publicznie zapewniał o francusko-niemieckiej przyjaźni, życząc III Rzeszy sukcesów na frontach II wojny światowej. Wydawać by się mogło, że ocena jego działań powinna być oczywista.

Tak też było po zakończeniu wojny, gdy nowe władze jednoznacznie oskarżyły go o zdradę i postawiły przed specjalnym trybunałem, który skazał Lavala na śmierć. Polityk obrał typową dla tamtego okresu linię obrony, twierdząc, iż jego postawa wymagała niezwykłego poświęcenia, a wszystko, co uczynił, robił w trosce o dobro Francji i Francuzów. Brak kolaboracji z Niemcami miałby bowiem ściągnąć na Francuzów zwiększone represje. Tymczasem Republika Vichy mogła się cieszyć choć pozorną niezależnością. 

Historyk Jan Zamojski, w bardzo ciekawej opinii na temat postępowania Lavala, stwierdził: „Stworzył im [Francuzom] 'wygodną sytuację’ w okresie okupacji, biorąc na siebie wszystko to, co najgorsze, jeśli chodzi o współpracę z Niemcami. A potem zapłacił najwyższą cenę, stając się kozłem ofiarnym, na którego można było zwalić wszystkie winy, wszystkie grzechy, wszystkie świństwa”. Jeszcze w trakcie trwania konfliktu Laval stwierdził, iż spodziewa się, że po wojnie zostanie rozstrzelany. Był zatem w pełni świadom, jaki los szykuje sobie, współpracując z Niemcami. Czy właśnie dlatego kontynuował swoją politykę pragmatyzmu? Czy faktycznie chronił kraj przed większymi prześladowaniami? Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć tę kwestię, a historycy nie są zgodni w ocenach. Jego prawdziwe ambicje i motywy działania nigdy nie zostaną w pełni poznane.

Laval nie pomylił się co do jednego. 15 października o godz. 12.32 wykonano wyrok zasądzony przez francuski trybunał. Laval umierał ze słowami: „Niech żyje Francja!”.