„I am Polish” – czeski pilot Polakiem

Josef Frantisek był jedną z barwniejszych postaci Polskich Sił Powietrznych okresu II wojny światowej. Mimo iż pochodził z Czechosłowacji, po upadku swojego kraju zaciągnął się do polskiej armii. W czerwcu 1939 roku przedostał się przez granicę. W lipcu rozpoczął służbę w Dęblinie. Już wtedy dał się poznać jako pilot o ogromnej odwadze – mimo iż latał głównie nieuzbrojonymi samolotami, z powietrza obrzucał niemieckie kolumny wojskowe granatami. Po upadku Polski przedostał się do Rumunii, a stamtąd do Francji. Także u boku Polaków przeszedł szlak bojowy w czasie kampanii francuskiej, a następnie trafił do Wielkiej Brytanii, gdzie w składzie Dywizjonu 303 brał udział w bitwie o Anglię. Zanotował imponujące 17 zestrzeleń pewnych i 1 prawdopodobne.

As powietrzny był wielokrotnie namawiany przez swoich rodaków do przeniesienia się do bliźniaczo podobnego dywizjonu czechosłowackiego. Zawsze konsekwentnie odmawiał, podkreślając silną więź z Polakami. Być może jedną z przyczyn takiego zachowania były niesnaski w czasie procesu rekrutacji do rodzimych sił zbrojnych w czasie pobytu we Francji. Podobno zarzucano mu zbyt wolne przybycie do Francji, a jego potencjalni czescy przełożeni nie brali pod uwagę faktu walki w Polsce. Obrażony lotnik nie chciał później słyszeć o przeniesieniu.

I właściwie stał się Polakiem! Podczas jednego z przymusowych lądowań na angielskim lotnisku miał zadeklarować narodowość polską. „I’m Polish, I’m Polish” – powtarzał zaniepokojonym Anglikom, którzy obsługiwali jego samolot. Nie oznaczało to oczywiście wyrzeczenia się Czechosłowacji, lecz podkreślało jego emocjonalny związek z Dywizjonem 303 i kolegami, którzy w znakomitej większości byli Polakami. Dywizjon 303 odpłacał się mu podobnym zaufaniem, ostatecznie zezwalając na samotne loty poza formacją. Był to ukłon ze strony dowódcy, Witolda Urbanowicza, który chciał, by Czech oddawał się ulubionym polowaniom na niemieckie maszyny przy zastosowaniu swojej słynnej, choć kontrowersyjnej metody. Frantisek miał bowiem odłączać się od grupy, by następnie czatować na wracające przez Kanał La Manche, często pozbawione amunicji lub uszkodzone, maszyny wroga. Tego typu działania narażały na szwank bezpieczeństwo formacji, a wobec niesubordynacji pilota dowództwo podjęło słuszną decyzję o dostosowaniu taktyki dywizjonu do jego umiejętności, potencjału i charakteru.

Frantisek zmarł 8 października w wyniku wypadku lotniczego. Okoliczności jego śmierci nie zostały ostatecznie wyjaśnione. Spekuluje się, iż mógł popełnić błąd podczas wykonywania akrobacji.