Zestrzelony czy nie zestrzelony? Dylematy podczas Bitwy o Anglię.

Zestrzelony czy nie? Prawdopodobnie? A może tylko uszkodzony? W czasie bitwy o Anglię stoczonej w 1940 roku stosunkowo istotnym problemem było to, czy dany samolot Luftwaffe został zestrzelony, czy też nie. Nie chodziło wyłącznie o statystyki pilotów i zaszczytne tytuły asów myśliwskich. Na podstawie raportów zestrzeleń Brytyjczycy mogli ustalić, jakie straty udało się zadać wyprawie nieprzyjaciela i jakim potencjałem może on dysponować. Tyle że poczynienie takich ustaleń było niemal niemożliwe. 

Zestrzelony czy tylko uszkodzony?

Z dylematem tym zetknęli się także polscy piloci z Dywizjonu 303, który podobnie jak ich brytyjscy koledzy mieli czasem problemy z kwalifikacją powietrznych zwycięstw. W związku z tym brytyjskie dowództwo lotnictwa myśliwskiego (Fighter Command) wydało trzypunktową instrukcję, która miała pomóc i rozwiać wątpliwości.

Wyglądała ona następująco (za Richard King, „Dywizjon 303”, Wydawnictwo RM):

„- Zestrzelenie: widziano nieprzyjacielski samolot rozbijający się na ziemi lub uderzający w powierzchnię morza, eksplodujący w powietrzu albo spadający w płomieniach. Fakt taki nie wymagał dodatkowego potwierdzenia;

– Prawdopodobne zestrzelenie: walka powietrzna została przerwana po uszkodzeniu nieprzyjacielskiego samolotu w takim stopniu, że przypuszczalnie uległ on późniejszemu rozbiciu;

– Uszkodzenie: zauważono uszkodzenie nieprzyjacielskiej maszyny, na przykład odpadające fragmenty poszycia, wypuszczanie podwozia”. Uszkodzenia nie były na tyle duże, by możliwe było zakwalifikowanie do kategorii drugiej.

Oczywiście ta klasyfikacja nie rozwiązała problemu – w wielu przypadkach nie było pewności czy udało się całkiem wyeliminować samolot Luftwaffe, czy tylko go uszkodzić. W zasadzie jedynie kryterium „zestrzelenie” nie pozostawiało wątpliwości (choć pewnie i tutaj zdarzały się przypadki, gdy pozornie zestrzelony samolot „wyratował się” od rozbicia). Statystyki zestrzeleń noszą zatem znamiona uznaniowości, a nierzadko mogą być wprost przekłamane, czasem nie z winy pilotów. O zawyżonej liczbie zestrzeleń pisał m.in. polski historyk Jacek Kutzner. Mimo wszystko pojawienie się w miarę konkretnej klasyfikacji pomagało – chociażby w ujednoliceniu raportów różnych pilotów.

Własne samoloty też trzeba klasyfikować

Podobny problem stanowiło określenie, jako bardzo uszkodzony został samolot brytyjski (lub sojuszniczy)  w czasie walki powietrznej albo w wypadku. Chodziło głównie o to, gdzie taki samolot naprawić – albo czy w ogóle się to opłacało. W związku z tym Fighter Command wprowadziło tak zwany „system przydatności bojowej własnych samolotów po walce powietrznej lub przypadkowym uszkodzeniu maszyny”. Oczywiście dotyczył on także polskich lotników, w tym tych z Dywizjonu 303.

System ten także dzielił się na trzy kategorie:

„- Kategoria 1: usterki do naprawienia przez personel naziemny macierzystego dywizjonu;

-Kategoria 2: samolot uszkodzony i niemożliwy do naprawienia przez naziemne służby techniczne danego dywizjonu. Takie maszyny transportowano do jednej z wytwórni lotniczych albo, co zdarzało się częściej, ich naprawę zlecano specjalnym cywilnym warsztatom, skąd po dokonaniu napraw samolot trafiał do jednostki zapasowej, a następnie do liniowego dywizjonu;

– Kategoria 3: samolot skreślony ze stanu. Zaliczano do tej kategorii nie tylko samoloty zestrzelone, ale i te po przymusowym lądowaniu, które doznały niemożliwych do usunięcia uszkodzeń”.

I w tym przypadku, mimo wprowadzenia opisowych kategorii, nie brakowało nieścisłości. Jedynie kategoria 1 była bezproblemowa, gdyż samolot cały czas pozostawał w dywizjonie. W przypadku samolotu zaliczonego do kategorii 3 – o  ile nie było to definitywne jego zniszczenie – często przeklasyfikowano go do kategorii 2. W związku z tym trafiały się rozbieżności dotyczące faktycznych strat w maszynach. Na ogóły jednak były to nieścisłości „pozytywne” – często okazywało się, że samolot uznany za utracony w rzeczywistości jest naprawiany w jakimś zakładzie.

Piloci Dywizjonu 303. Od lewej: Mirosław Ferić, Bogdan Grzeszczak, Jan Zumbach, Zdzisław Henneberg oraz Johnny Kent. Źródło: domena publiczna.

Ułamki w statystykach

Dodajmy, iż w wielu wypadkach zestrzelenie wrogiego samolotu było „pracą drużynową” – do jednej maszyny mogło strzelać kilku lotników. Czasem robili to symultanicznie i mogli wspólnie stwierdzić, iż zestrzelenie powinno zostać między nimi podzielone. Czasem jednak nie odnotowali faktu współpracy (trudno tego oczekiwać w ferworze walki), wobec czego dochodziło do sytuacji, w których dwóch (lub więcej) pilotów zgłaszało na swoje konto zestrzelenie niemieckiego samolotu. To oczywiście zaburzało statystyki. Gdy już jednak zdecydowano się podzielić zwycięstwem, stosowano system ułamkowy. I tak, 1/2 zestrzelenia była przyznawana, gdy za zniszczenie wrogiej maszyny odpowiadało dwóch lotników, 1/3 – trzech, 1/4 – czterech i tak dalej. Statystyki polskich pilotów często obejmują zestrzelenia częściowe.

Podobnie rzecz się miała z kwalifikowaniem maszyn jako uszkodzonych, które następnie zostały zestrzelone przez innego z pilotów. Łatwo wyobrazić sobie sytuację, w której pokiereszowane niemieckie maszyny, wracające na kontynent nad Kanałem La Manche, były dobijane przez alianckich myśliwców. Dość powiedzieć, iż tego typu metodę polowań wykorzystywał pilot Dywizjonu 303 Josef Frantisek. U niektórych wzbudzała – słuszną czy nie – niechęć. Rzeczywiście, „dobijanie” samolotów wroga może być uznane za „pójście na łatwiznę”. Pamiętajmy jednak, że każda uszkodzona maszyna, która ostatecznie doleciała do wybrzeży Francji mogła zostać przez Niemców ponownie użyta. Zestrzelenie było w praktyce jedynym sposobem na ostateczne wyeliminowanie wroga.

Bibliografia i opis kategorii za: Richard King, „Dywizjon 303”, Wydawnictwo RM. Fotografia tytułowa przedstawia polski myśliwiec Supermarine Spitfire – została ona wykonana w 2019 r. w Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie przez autora artykułu.

Marek Korczyk – student historii na Uniwersytecie Śląskim. Do jego zainteresowań należą przede wszystkim historia wojskowości oraz dzieje XX wieku. Kolekcjoner różnego rodzaju antyków, zwłaszcza numizmatycznych i filatelistycznych, oraz militariów. Za swój cel uważa obiektywne przedstawianie dziejów minionego stulecia oraz popularyzację mniej znanych źródeł i materiałów historycznych.