Zabić, aby żyć – wstrząsające wspomnienia Stefana Gazeła

Książka Stefana Gazeła „Zabić aby żyć” ukazała się na Zachodzie w języku angielskim w końcu lat 50. I niewątpliwie odniosła sukces na rynku anglojęzycznym. Oto pojawił się bohater, który własnoręcznie, z bliska, patrząc swoim wrogom w oczy, zabił około 20 osób. Jak pisze Gazeł, takich ludzi jak on, którzy musieli osobiście twarzą w twarz walczyć o przeżycie i zabijać wrogów było w drugiej wojnie światowej niezwykle mało.

Większość żołnierzy nie widziała tych, których bombardowała, czy też tych, do których strzelała. Dla nich wróg był czymś anonimowym, wręcz nierealnym. Gazeł należał do tych nielicznych żołnierzy, którzy zabijali własnoręcznie. To były w pełnym tego słowa znaczeniu starcia na śmierć i życie. Autor, aby przeżyć, musiał zabijać i Rosjan, i Niemców, ale także Ukraińców.

Wątek ukraiński jest zresztą niezwykle ciekawy w tej książce. Okazuje się, że Ukraińcy już w 1939 roku wyłapywali Polaków chcących przedostać się na Zachód i dostarczali ich do Gestapo – żywych bądź martwych. O ich niechlubnej roli w tym procederze właściwie nikt jeszcze nie napisał. Nikt nie napisał też, ilu Polaków zginęło z rąk Ukraińców po klęsce wrześniowej, chcąc przedostać się do armii polskiej we Francji. Ta książka rzuca nowe światło na tę sprawę.

Gazeł całe swoje życie nienawidził i Niemców, i Rosjan. Jak mówi, tę nienawiść wpoiła mu matka, którą dotknął koszmar obcowania z obiema żołnierskimi nacjami. Nigdy też nie zapomniał i nigdy im nie wybaczył tego, co zrobili jego rodzinie. Są pewne rzeczy, których się nie wybacza. I żadne tam pojednanie tego nie zmieni. Bo niby jak pojednać się z gwałcicielami i mordercami? W imię czego? Gazeł sam zadaje proste pytania, na które są proste odpowiedzi.

Najczęstszym pytaniem, które z kolei zadawano jemu na spotkaniach z czytelnikami, było pytanie, czy nie żałuje, że zabijał, czy nie ma w związku z tym wyrzutów sumienia. Autor tych wspomnień odpowiada, że nie ma wyrzutów sumienia i nie żałuje tego co zrobił! I że zabiłby jeszcze raz bez mrugnięcia okiem.

Czy zabijał tylko w obronie własnej? Nie! Zabijał też z zemsty! To była jego prywatna vendetta na Niemcach w okupowanej Warszawie! Nie dla orderów ani dla splendoru. Robił to dla czystej zemsty za to, co Niemcy robili w Warszawie.

I tu pozwolę sobie na małą dygresję. Ta zemsta Gazeła powinna nam uświadomić, czym dla wielu Warszawiaków było Powstanie Warszawskie. Dziś część historyków oskarża przywódców Powstania o to, że wywołali Powstanie. Ale trzeba może też postawić inne pytanie: czy można było nie wywołać tego powstania? Czy można było powstrzymać te tłumy dyszące pragnieniem tylko jednym: zemsty na Niemcach za to, co robili w czasie okupacji!?

Wracając do naszego autora. Z jednej strony mamy do czynienia z zimnym, wyrachowanym mścicielem, który sam wymierza Niemcom sprawiedliwość, a z drugiej strony mamy do czynienia z wrażliwym, niemal poetyckim pisarzem w drugiej części jego wspomnień zatytułowanej „Z mórz i oceanów”. Jego porównanie ulubionego statku na jakim pływał do jedynej, kochanej kobiety na pewno zostanie w pamięci wielu czytelników.

No i w końcu mamy jeszcze innego Gazeła. Był już i straszny mściciel, i wrażliwy poeta… Ale jest też przecież i człowiekiem niepozbawionym humoru. Jego opowiadania o mechaniku Pawle, czy o kobiecych pasażerkach na statkach powinny rozbawić każdego.

Po przedarciu się do Anglii Stefan Gazeł został radiotelegrafistą na statkach, które często pływają w konwojach. W czasie wojny pływał on jako radiotelegrafista na statkach: „Lewant”, „Hel”, „Lechistan” i „Kielce”. W związku z tym, że pisał swoje opowiadania morskie w czasie wojny, prawdziwe nazwy statków w tych tekstach nie mogły być publikowane ze zrozumiałych względów.

Stefan Gazeł po wojnie nie wrócił już do kraju. Znał i Niemców, i bolszewików. Wiedział, co go może czekać po powrocie do komunistycznej Polski. Ożenił się z Angielką, której zadedykował część morską tej książki. Nigdy już nie spotkał ani swojej matki, ani swojego brata.

I jeszcze jedna refleksja nasunęła mi się w związku z tą książką. Pamiętajmy, że dzięki spędzeniu tylu lat za komunistyczną Żelazną Kurtyną byliśmy odcięci od polskiej kultury tworzonej na Zachodzie. Dlatego taka perełka jak wspomnienia Stefana Gazeła mogła nam umknąć bezpowrotnie. Chwała tłumaczowi tej książki, że ją znalazł. Ale zastanawiam się, ile jeszcze jest takich nieodkrytych przez nas Gazełów? Zapomnianych, bo powstałych w niewłaściwym czasie i w niewłaściwym miejscu.

Wydawca wspomnień  Stefana Gazeła, Andrzej Ryba

Zdjęcia pochodzą z książki „Zabić, aby żyć” i zostały udostępnione dzięki uprzejmości Wydawcy Fundacja Historia.pl.