Historia maszyny szyfrującej Enigma oraz alianckich kryptologów

Zwycięstwo w wojnie to często nie tylko wysiłek wielomilionowej rzeszy żołnierzy, ale i ogromne poświęcenie ludzi pracujących za kulisami konfliktu. Tysiące specjalistów od rozmaitych zagadnień toczy zacięty bój, starając się zwiększyć potencjał armii, często w oryginalny sposób. Wśród nich na pierwszy plan wysuwa się wąska grupa naukowców zajmujących się kryptologią.

Kryptologia – odwieczna sztuka

Dziedzina ta wzięła nazwę ze zbitki greckich słów – „kryptos” i „logos”, co w dosłownym tłumaczeniu znaczyć może „ukryte słowo”. Już w starożytności znalazła sobie liczne grono zwolenników, którzy w umiejętny sposób potrafili szyfrować przekazywane wiadomości, zabezpieczając je tym samym przed niepowołanymi adresatami. Z czasem proces kryptologicznego ukrywania treści ewoluował, a współcześnie skomplikowanie kodów wyraża się przede wszystkim w matematyczno-informatycznych ciągach znaków, których analiza i łamanie zależy już nie tylko od umiejętności kryptologów, ale i wydajności sprzętu, jakim dysponują. Komputeryzacja świata sprawiła, iż ciężar szyfrowania i dekryptażu przeniósł się z człowieka na maszyny. Postęp technologiczny przyniósł rewolucyjne rozwiązania w dziedzinie kryptoanalizy, a wraz z tego typu rozwojem do lamusa odeszli prawdziwi bohaterzy niegdysiejszych operacji kryptologicznych. Wspaniałe karty historii kryptologii zapisano także podczas II wojny światowej . Co więcej, przy ogromnym udziale polskich naukowców, którzy pokazali, iż o końcowe zwycięstwo walczyć można na zapleczu frontu, bez karabinów i czołgów.

Bezpieczeństwo to sprawa najwyższej wagi państwowej – o słuszności tego twierdzenia wielokrotnie przekonywali się dowódcy wielu armii. II wojna światowa, stając się największym konfliktem militarnym w dziejach ludzkości, testowała prawdziwość sentencji na własny sposób. Służby wywiadowcze wszystkich krajów posługiwały się własnym systemem zabezpieczeń, starając się szyfrować bezcenne wiadomości militarne, polityczne. Wydaje się, iż w przypadku wojskowości raporty z frontu, plany uderzeń czy też doniesienia z obozu wroga opatrzone były nie tylko rangą najwyższej poufności, ale i doniosłości ze względu na tysiące ludzkich istnień, których być albo nie być zależało od bezpieczeństwa przekazywanych danych. Przechwycenie założeń operacyjnych wroga mogło nie tylko zniweczyć jego plany, ale i zniszczyć wojska ruszające na doskonale przygotowanego przeciwnika, który miał również świetne rozeznanie w nieprzyjacielskie strategii. Niewątpliwie, wojna to wyjątkowo „gorący” okres pracy dla kryptologów z całego świata. Zwłaszcza, gdy mają oni świadomość, iż rywalizująca z nimi grupa kryptoanalityków nie śpi i tylko czeka na drobne potknięcie przeciwnika, by obalić misternie skonstruowany system kodów, tajemnic i szyfrów.

Enigma zmienia historię szyfrowania

Jesienią 1919 roku znany wynalazca Hugo Koch pokusił się o stworzenie nowej maszyny. Holenderski inżynier opracował urządzenie szyfrujące, które jednak dalekie było od ideału. Koch postanowił nie rozwijać projektu i zbyć prawa do jego użytkowania koledze po fachu. Wirnikowa maszyna była wówczas rozwiązaniem dość oryginalnym, choć Koch nie był jedynym, który pracował nad zastosowaniem wirników przy szyfrowaniu wiadomości. Wynalazek opatentował, ale póki co maszyna nie znalazła większego zastosowania. Mniej więcej w tym samym czasie prace nad podobnym projektem prowadził niemiecki inżynier Arthur Scherbius, który w 1923 roku założył przedsiębiorstwo Chiffrermaschinen Aktien Gesellschaft. Spodziewał się sporych zysków, ale dopiero odkupienie patentu Hugona Kocha przyniosło rewolucyjne zmiany w jego kryptologicznej karierze. Koch zmarł zresztą 3 marca 1928 roku i nigdy nie zdołał doprowadzić do końca swojego śmiałego projektu, który stał się podstawą dla działalności Scherbiusa. W tym samym roku zakupił on patent Holendra, łącząc dotychczasowe osiągnięcia z pracą Kocha. Już w latach dwudziestych pierwsze modele maszyny szyfrującej Scherbiusa trafiły na rynek, wchodząc do komercyjnej sprzedaży. Produkt adresowany był do wielkich przedsiębiorstw, jednakże Scherbius doskonale zdawał sobie sprawę, iż jego wykorzystaniem zainteresowane będą również służby wywiadowcze i armia, bowiem zastosowanie nowych rozwiązań z zakresu kryptologii było ogromną szansą na skuteczne wdrożenie w życie bezpiecznego systemu szyfrowania. Masowa produkcja maszyn szyfrujących stała się możliwa dzięki licznym zamówieniom cywilnym i wojskowym, przy czym Scherbiusowi udało się pozyskać niezwykle ważnego partnera – niemiecką marynarkę wojenną, której śladem podążyła armia lądowa. W 1929 roku niemiecki inżynier zmarł, ale jego dorobek przeżył twórcę i szybko przyćmił nazwisko Scherbiusa.

Marian Rejewski, jeden z polskich kryptologów, którzy złamali szyfr Enigmy.

I wojna światowa wywarła ogromne piętno na świadomości niemieckiego społeczeństwa. Bolesna była nie tylko porażka, ale i kompromitacja służb wywiadowczych. W okresie dwudziestolecia międzywojennego Brytyjczycy potwierdzili, iż nie mieli problemu z dostępem do depesz niemieckiego dowództwa, a ich dekryptaż następował niemal automatycznie. Stąd rozkazy niemieckie były doskonale znane przeciwnikowi, a wraz z nimi plany operacyjne, co umożliwiało opracowywanie strategii i wyprzedzanie niemieckich posunięć. Szczególne znaczenie miało to dla Royal Navy, brytyjskiej marynarki, znakomicie radzącej sobie w starciu z Kriegsmarine. Nic dziwnego, iż tuż po zakończeniu działań zbrojnych Niemcy zaczęli skrupulatnie pracować nad nowym systemem szyfrującym, by podobne sytuacje nie zdarzały się w przyszłości. Zakupy poczynione w 1926 i 1928 roku były preludium do stworzenia urządzenia idealnego, kodu nie do złamania. Jak się jednak miało wkrótce okazać, posunięcia niemieckich służb armijnych z zainteresowaniem śledziły ościenne kraje, wciąż obawiające się wzrostu imperialistycznych nastrojów na terenie Niemiec. Zarówno Polacy jak i Francuzi nie mieli zamiaru obserwowania rozwoju wypadków z założonymi rękami. Pomimo niewielkiego rozeznania w krokach podejmowanych przez Niemców, istniały słuszne obawy, iż urządzenia przeznaczone do szyfrowania wiadomości zostaną ulepszone i wykorzystane na większą skalę w armii. W styczniu 1929 roku do profesora Zdzisława Krygowskiego nadszedł list, którego nadawcą był Sztab Główny w Warszawie. Wojsko Polskie poszukiwało zdolnych studentów Uniwersytetu Poznańskiego uczących się pod czujnym okiem wykładowcy z Instytutu Matematyki. Warunkiem była znajomość języka niemieckiego i dobre noty w nauce. Wybrani spotkali się z mjr Franciszkiem Pokornym i por. Maksymilianem Ciężkim, którzy zaprosili ich na kurs kryptologiczny organizowany przez Wojsko Polskie. Tam, po zastrzeżeniu tajemnicy, przeszli gruntowane przeszkolenie z zakresu dekryptażu. Warto podkreślić, iż wybór Poznania na Mekkę polskiej kryptologii nie był przypadkowy – wojskowi doskonale zdawali sobie sprawę, iż praca nad szyframi niemieckimi wymagać będzie gruntownej wiedzy matematycznej i umiejętności lingwistycznych. O ile lata dwudzieste ubiegłego wieku były prawdziwym renesansem polskiej matematyki i niemal w każdym wielkim ośrodku miejskim znaleźć można było liczących się fachowców w tej dziedzinie naukowej, o tyle kwestie językowe miały ścisłe powiązanie z Poznaniem, gdzie przez lata zaborca próbował wykorzenić polską mowę, stosując politykę germanizacji. Stąd też znajomość języka niemieckiego była dla poznańskich studentów, w większości mieszkańców Wielkopolski, czymś naturalnym, a ich umiejętności warto było wykorzystać podczas pracy na rzecz polskiej armii. Niemal w tym samym czasie na drugim biegunie państw sąsiadujących z Niemcami trwały aktywne prace nad zorganizowaniem siatki wywiadowczo-kryptologicznej, która miała zająć się łamaniem niemieckich szyfrów i śledzeniem rozwoju technologii. Kpt. Gustav Bertrand, z francuskiego Sztabu Generalnego, z wielkim zainteresowaniem obserwował sytuację polityczną w latach dwudziestych, orientując się w założeniach niemieckiego planu kryptologicznego. Jakież było jego zdziwienie, gdy dowiedział się, iż powszechnie wykorzystywaną maszyną szyfrującą jest projekt Scherbiusa zaadaptowany do wymogów bezpieczeństwa wojskowego. Co więcej, Niemcy chełpliwie zapewniali, iż tym razem ich kod będzie nie do złamania. To zaalarmowało Sekcję D zajmującą się dekryptażem. Od 1930 roku na jej czele stał właśnie Bertrand. Kapitan szybko zorganizował prace placówki, a w 1931 roku dotarł do młodego niemieckiego szyfranta, Hansa-Thilo Schmidta, który zdecydował się na współpracę z Francuzami. Kooperacja układała się nad wyraz dobrze. Niemiec dostarczył bezcennych informacji dotyczących funkcjonowania urządzenia, przekazując kopie kluczy, opisy systemów stosowanych przez maszynę. Francuzi wiedzieli już, iż mają do czynienia z niezwykłym rozwiązaniem technologicznym – mieli przed sobą pierwsze tak poważne dokumenty potwierdzające ich wcześniejszą tezę – Niemcy wykorzystywali zmodyfikowany model urządzenia Scherbiusa o kryptonimie Enigma.

 

Rejewski, Zygalski, Różycki – trzech polskich kryptologów, szczególnie zasłużonych dla programu łamania szyfru Enigmy.

Czym była Enigma?

Gdy ktoś spojrzy na zachowane egzemplarze niemieckiej maszyny szyfrującej bądź na archiwalną dokumentację fotograficzną, z pewnością zauważy podobieństwo do zwyczajnej maszyny do pisania. Zbieżność wyrażała się głównie w 26 klawiszach oznaczających poszczególne znaki alfabetu. Każdy z nich wyposażony był w lampkę-żarówkę zapalającą się przy naciśnięciu przycisku. Komplikacje pojawiały się przy analizie funkcjonowania maszyny szyfrującej. Klawisze osadzono na jednej osi, której podstawą były wirniki, nazywane również rotorami. Obracające się elementy umożliwiały kodowanie informacji, przypisując kolejnym znakom losowe wartości, co było następstwem elektrycznych impulsów przebiegających wewnątrz maszyny. Przy odbiorze i odcyfrowywaniu wiadomość obsługujący Enigmę dostawał zwrot w postaci zapalających się lampek, które wskazywały oryginalne litery. Z czasem liczba schematów i możliwości wirników została zwiększona, co przełożyło się także na różne typy urządzeń szyfrujących użytkowanych przez poszczególne siły zbrojne. Odczytanie wiadomości uzależnione było od odpowiedniego ustawienia maszyny. Posługując się dużym uproszczeniem, niemiecka armia dysponowała konkretnymi kluczami wykorzystywanymi w danym okresie, co umożliwiało uzyskanie zbieżności pomiędzy poszczególnymi egzemplarzami maszyny szyfrującej. Warto zwrócić uwagę, iż częste zmiany ustawień znacznie utrudniały pracę kryptologów próbujących rozszyfrować kod Enigmy. W celu ujednolicenia systemu kodowania Niemcy posługiwali się najczęściej książkami kodowymi, których przechwycenie było dla aliantów równie ważne, co posiadanie egzemplarzy samej maszyny. Z technicznego punktu widzenia Enigma była urządzeniem mocno zaawansowanym, którego kod, jak na owe czasy, był niezwykle nowoczesny. Liczba kombinacji generowanych przez maszyny w praktyce wykluczała udane próby złamania kodu. Jak się miało okazać, przeciwnicy niemieckiej machiny wojennej nie mieli zamiaru rezygnować z kolejnych prób.

Rejewski, Langer i spółka na tropie szyfrów

„Jest miesiąc wrzesień 1930 roku. Do kraju przyjechał z Niemiec matematyk, absolwent Uniwersytetu Poznańskiego, Marian Rejewski , młodzieniec niewysoki, szczupły, wobec otoczenia życzliwy, w odezwaniach się rozważny i skromny. Przyjemnie mu powrócić z niemiłej obczyzny do starych kątów w Poznaniu, gdzie uzyskał stopień magistra, uzupełniając później wiedzę na rocznym stażu w Getyndze”. Tymi słowami Stanisław Strumph-Wojtkiewicz opisywał powrót Rejewskiego do kraju. Młody polski matematyk zapewne nie zdawał sobie wtedy sprawy, iż stanie się jedną z kluczowych postaci formowanej naprędce grupy kryptologów, których głównym zadaniem było rozprawienie się z szyfrem Enigmy. W gmachu uniwersyteckim w Poznaniu naprzeciw wyszli mu koledzy z dawnych lat, Henryk Zygalski i Jerzy Różycki, witając przyjaciela z uśmiechami na ustach. Każdy z nich przybył na specjalne zaproszenie jako najlepsi kursanci szkolenia organizowanego przez Krygowskiego. Spotkanie z profesorem i majorem Pawłowiczem przebiegło w miłej atmosferze, a cała trójka młodych matematyków zdecydowała się przystąpić do projektu. Nie spodziewali się, iż tak mocno zwiążą swoje losy z niemiecką maszyną szyfrującą Enigma. W tym samym czasie z Wilna do Warszawy powoli sprowadzał się Gwido Langer . Podpułkownik święcił tryumfy jako świetny sztabowiec, znakomity organizator i pasjonat nowoczesnej techniki. Przełożeni ze Sztabu Głównego Wojska Polskiego szybko dostrzegli jego potencjał i zaproponowali objęcie posady kierownika komórki zajmującej się kryptologią. Co więcej, wkrótce miał zjednoczyć pod swym rozkazem speców od dekryptażu, przejmując od Franciszka Pokornego Biuro Szyfrów, do pomocy dobierając Maksymiliana Ciężkiego oraz Antoniego Pallutha. Ten ostatni zakupił cywilny egzemplarz maszyny Scherbiusa, który stał się podstawą do dalszych badań prowadzonych przez polskich kryptologów. To, co jeszcze kilka miesięcy wcześniej wydawało się utopią, pod koniec 1930 roku nabrało realnych kształtów. Niepozorna komórka wywiadowcza przekształciła się w świetnie zorganizowane, choć wciąż borykające się z licznymi problemami logistycznymi Biuro Szyfrów, którego kierownik miał nie tylko potencjał, pasję i wiedzę, ale i świetny zespół podkomendnych, którzy z zapałem zabrali się do pracy, poświęcając się jej bez reszty. Zwieńczeniem ich wysiłku były pierwsze sukcesy, wśród których wymienić trzeba przywiezienie Enigmy przez Pallutha, a następnie przeróbki, jakie Polakom udało się wprowadzić w cywilnej wersji maszyny. Przełomem stały się kontakty z francuskim odpowiednikiem Langera w postaci Gustava Bertranda, którego mocno interesowały postępy polskich kryptologów. Wziąwszy pod uwagę, iż sam nie mógł się poszczycić ani sukcesami, ani dobrze zorganizowanym zespołem, liczył na wydatną pomoc Polaków. Miał jednak asa w rękawie w postaci zwerbowanego do współpracy Niemca, któremu nadano kryptonim „Asche”. Schmidt okazał się przydatnym źródłem informacji, w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy przekazując szereg cennych danych, które Bertrand przesłał później Polakom. Do pierwszego spotkania doszło w grudniu 1932 roku, kiedy to Francuz przybył do Warszawy. Łącznie odbyło się 26 tego typu spotkań, przy czym wizyty polskich i francuskich delegacji na terytorium sojusznika rozłożyły się równomiernie. Zapisy konferencji znamy głównie z powojennych przekazów, gdyż brak jest jednolitej dokumentacji kontaktów polsko-francuskich. Wspomnienia obu stron często nie są zbieżne. Różnice wynikać mogą zarówno z naturalnego procesu zapominania pewnych faktów i przeinaczania innych, jak i tendencji do wyolbrzymiania swoich osiągnięć, co sprawia, iż współczesna ocena wkładu obu stron w rozwiązanie tajemnicy Enigmy nie jest w pełni rzetelna. Pierwsza konferencja w dniach 7-11 grudnia 1932 roku była preludium dla dalszej współpracy. Sojusznicy podzielili się również obowiązkami, przy czym Polakom przypadła w udziale praca kryptologiczna, a Francuzom głównie nasłuchowa, co było konsekwencją realnych możliwości obydwu stron. Dzięki wsparciu materiałami przywiezionymi przez Bertranda Rejewski miał nieco łatwiejsze zadanie. 8 grudnia do jego rąk trafiły pierwsze francuskie arkusze. Jeszcze przed Nowym Rokiem udało się mu odcyfrować niemiecką depeszę kodowaną przy użyciu Enigmy. 31 grudnia 1932 roku Polacy po raz pierwszy złamali kod Enigmy. Jak się miało okazać, dalece wykraczali poza możliwości sojuszników, którzy do końca okresu międzywojennego nie byli sobie w stanie poradzić z kodowaniem Enigmy. Właściwie w styczniu 1933 roku depesze niemieckie nie miały już dla Polaków tajemnic. Rejewski i jego zespół wykorzystali czysto matematyczne umiejętności, co w połączeniu z rekonstrukcją maszyny dało nadspodziewanie dobre rezultaty. Po latach Gustav Bertrand, choć tak nieprzychylny Polakom, dał się ponieść emocjom i stwierdził: „To tylko im [Polakom] należy się cała zasługa i chwała za doprowadzenie pod względem specjalistycznym do końca tej niewiarygodnej historii. Nastąpiło to dzięki ich wiedzy i uporczywości, nie mających sobie równych w świecie! Pokonali trudności, które Niemcy uważali za niemożliwe do przezwyciężenia”.

W 1932 roku dysponowano zaledwie jednym egzemplarzem przerobionej przez Rejewskiego Enigmy. Szybko zlecono opracowanie kolejnych modeli urządzenia, a firmą wynajętą przez wywiad była Wytwórnia Radiotechniczna „AVA” z Warszawy, która kilkukrotnie wspomagała już Wojsko Polskie w podobnych projektach. Dzięki kompetencji i fachowości udało się stworzyć kilkanaście duplikatów Enigmy, które funkcjonowały już w 1934 roku. Problemem były jednak coraz częstsze zmiany ustawień oryginalnych Enigm, co powodowało trudności z dostosowaniem polskich wersji urządzenia. Jeszcze w 1934 roku polscy kryptolodzy opracowali rewolucyjne rozwiązanie polegające na zautomatyzowaniu przekręcania ułożenia klucza. Cyklometr Rejewskiego i klucz Różyckiego uwydatniły prace polskich kryptologów. Utrudnieniem mógł być również fakt stosowania różnych rodzajów Enigmy przez przedstawicieli niemieckich sił zbrojnych. Już tylko w marynarce występowały trzy wersje kodu, które dość długo opierały się próbom ataku. Niestety, polskie Biuro Szyfrów często borykało się w kłopotami finansowymi, które uniemożliwiały jeszcze wydatniejszą pracę nad odcyfrowywaniem niemieckich depesz. Z kolei sukcesy kryptologów przekładały się na ich możliwości finansowe. Langer i Ciężki dostali chociażby wysokie nagrody przydzielone przez przełożonych. Langer mógł sfinansować budowę warszawskiego domu. Rejewski zakupił mieszkanie na Żoliborzu. Marek Grajek ocenia, iż fakt nagłego polepszenia sytuacji materialnej kryptologów sprawiał, iż w pewien sposób byli oni alienowani w towarzystwie kolegów z armii. Wojskowi nie do końca orientowali się w sprawach wywiadu, zwłaszcza kwestiach tak delikatnych jak łamanie kodu Enigmy, stąd też nie zdawano sobie sprawy, skąd wziął się nagły przypływ gotówki u Langera czy Ciężkiego. Niezrozumienie tych kwestii zaowocuje w późniejszym okresie szeregiem spięć i nieporozumień, których źródeł doszukiwać się możemy także w zazdrości oficerów Wojska Polskiego.

Niemcy także nie próżnują

Na drugim biegunie walki także zachodziły zmiany. Niemcy nie próżnowali i stopniowo udoskonalali swoje urządzenia, czyniąc kod jeszcze trudniejszym do złamania. W 1938 roku okazało się, iż cyklometr Rejewskiego nie znajduje już zastosowania. Zmiany w konstrukcji Enigmy oraz coraz częstsze przestawianie kluczy dla urządzenia sprawiły, iż odkrycia Polaków odeszły do lamusa. Biuro Szyfrów jak zwykle mogło liczyć na geniusz Mariana Rejewskiego . Nie zagłębiając się przesadnie w aspekty techniczne zmian zachodzących w Enigmie, dość powiedzieć, iż Rejewski i jego koledzy zrekonstruowali innowacje zaproponowane przez Niemców. Polski matematyk skonstruował wreszcie urządzenie, które z braku innych koncepcji nazwano „Bombą Rejewskiego”. Jej działanie opierało się na dostosowaniu wewnętrznych ustawień do otrzymanego kodu. Zmiany charakterystyki cykli zostały częściowo wyłapane przez nowe urządzenie nazywane płachtami Zygalskiego. Wprawdzie stopień skomplikowania konstrukcji Enigmy znacznie wzrósł, a Polacy napotykali na coraz większe problemy w odczytywaniu niemieckich depesz, jednak intelektualnie nadążali za zmianami zachodzącymi w maszynach. Brakowało jednak rąk do pracy i funduszy na prowadzenie działalności wywiadowczej na szeroko zakrojoną skalę. Warto jednak podkreślić, iż zarówno bomba Rejewskiego jak i płachty Zygalskiego były rozwiązaniami niezwykle nowoczesnymi jak na owe czasy, wykraczając poza osiągnięcia ówczesnych kryptologów.

Brytyjczycy? Francuzi? Daleko z tyłu…

A przecież nad Enigmą głowili się także naukowcy francuscy. Na arenie pojawili się również Brytyjczycy, których dominacja na morzach i oceanach powoli stawała się odległym mitem. Nowe systemy kodowania wprowadzone przez nieprzyjaciela dodatkowo pogłębiały chaos militarny i polityczny. Ferment w Wielkiej Brytanii miał trwać do maja 1940 roku, gdy stanowisko premiera objął wojowniczy Winston Churchill . Dwa lata wcześniej jeden z organizatorów kryptologicznej pracy brytyjskiego wywiadu, adm. Hugh Sinclair, zdecydował się rozlokować kryptologów na terenie XIX-wiecznej posiadłości w Bletchey Park. W sierpniu 1939 roku zaczęli tam przybywać naukowcy, którzy z miejsca podjęli się prac nad niemieckim systemem kodowania. Rekrutowali się z miejscowych uniwersytetów, a do Government Codes and Ciphers School mieli wstęp tylko najlepsi. Wśród nich w 1939 roku znalazł się wybitny matematyk Alan Turing . Brytyjski geniusz był autorem szeregu innowacyjnych rozwiązań w dziedzinie technologii, które stały się podstawą współcześnie rozumianej informatyki. Społeczeństwo brytyjskie zapamiętało go jako wybitnego kryptologa, który niemal w pojedynkę złamał kod niemieckiej Enigmy. Zanim jednak Bletchley Park ruszyło z pełną mocą, Brytyjczycy udali się na spotkanie z Polakami. Konferencja miała wstrząsnąć ich dotychczasową wizją niemożliwości złamania niemieckiego kodu. Gdy w styczniu 1939 roku Francuzi podejmowali Polaków w Paryżu, nie byli w stanie zaproponować niczego, co mogłoby zmienić sytuację polskich kryptologów. Przybyli na spotkanie wysłannicy brytyjscy, w tym szef sekcji Alastair Denniston, także nie mogli poszczycić się sukcesami na polu dekryptażu. Sytuacja miała zmienić się diametralnie, gdy 24 lipca do Warszawy przyjechali wysłannicy Francji i Wielkiej Brytanii. Warto podkreślić, iż stosunki na linii Paryż-Warszawa-Londyn nie układały się wówczas szczególnie dobrze. Polacy nie mieli zaufania do Francuzów, podejrzewając nawet, iż mogą być źródłem szeregu przeciwników zagrażających całej akcji. Brytyjczycy z kolei dość pogardliwie odnosili się do wschodniego sojusznika, bagatelizując jakiekolwiek sukcesy polskich kryptologów. Inna sprawa, iż kompletnie nie zdawali sobie sprawy z tego, co w tym czasie działo się w Biurze Szyfrów. Gdy Denniston otrzymał zaproszenie do Warszawy, sprawę wyjazdu ocenił dość sceptycznie. Mimo tego towarzyszył Bertrandowi w dalekiej podróży. Wraz z nimi zachodni sojusznicy przywieźli szereg fachowców z dziedziny kryptologii. Nie spodziewali się, iż to, co ujrzą i usłyszą za zamkniętymi drzwiami budynku, w którym mieściła się siedziba BS4 wstrząśnie ich poukładanym światem.

Obecny na spotkaniu Alfred Dillwyn Knox początkowo z pogardą przyglądał się temu, co zobaczył w Polsce. 25 lipca polski zespół przedstawił rezultaty wieloletnich prac nad Enigmą, pokazując sporządzone na miejscu egzemplarze oraz demonstrując ich działanie. Brytyjczycy i Francuzi byli pod wrażeniem tego, co mogli zobaczyć, choć nie kryli rozczarowania nieufnością sprzymierzeńca, który dopiero w przeddzień wojny postanowił podzielić się wynikami badań. Każda z delegacji otrzymała egzemplarz Enigmy oraz pełną dokumentację. Wkrótce maszyny trafiły do Londynu i Paryża, gdzie natychmiast stały się materiałem dalszych badań. Szef brytyjskiego wywiadu, Stewart Menzies, przeznaczył na nie ogromne środki finansowe i zaprzągł do pracy dziesiątki techników i matematyków, którzy już wkrótce mogli poszczycić się pierwszymi sukcesami. Warto przytoczyć słowa Mariana Rejewskiego , który w 1940 roku spisał raport z dotychczasowych prac: „Na spotkaniu tym powiedzieliśmy wszystko, co sami wiedzieliśmy, i pokazaliśmy wszystko, co mieliśmy do pokazania. Dwie Enigmy z pięcioma bębenkami dostarczyliśmy majorowi (a później generałowi) Bertrandowi, który zobowiązał się, że jedną z tych maszyn przekaże potem Anglikom, co też uczynił. Od naszych gości nie dowiedzieliśmy się niczego. Ani Anglicy, ani Francuzi nie zdołali pokonać pierwszych trudności, nie mieli połączeń bębenków, nie mieli żadnych metod”. 1 września 1939 roku wywrócił poukładany, choć często mocno skomplikowany świat polskich kryptologów do góry nogami. Ich brytyjscy i francuscy koledzy zyskali znaczną przewagę czasową i finansową, która umożliwiła im nie tylko praktyczne wykorzystanie technologii przywiezionych z Warszawy, ale i udoskonalenie ich, co w praktyce równało się wznowieniu walki z Niemcami. W momencie wybuchu II wojny światowej rozpoczął się morderczy wyścig z czasem, którego zwieńczeniem miał być ostateczny tryumf alianckich kryptologów.


Zobacz drugą część materiału