15 sierpnia podczas Powstania Warszawskiego

15 sierpnia 1944 r. podczas Powstania Warszawskiego obchodzono Święto Żołnierza, będące bezpośrednim poprzednikiem obecnego Święta Wojska Polskiego. Były to pierwsze takie obchody od początku niemieckiej okupacji, musiały także być bardzo skromne z powodu toczonych walk. W dodatku, 15 sierpnia Niemcy przypuścili jeden ze swoich ataków z użyciem czołgów i lotnictwa, które Powstańcy musieli odeprzeć. Wymownie wspominał o tym Wacław Zagórski (Lech Grzybowski) w książce pt. „Wicher wolności”:

„Regina i Zofia-maltanka przychodzą [14 sierpnia], aby porozumieć się ze mną w sprawie jutrzejszych uroczystości.

– Jakich uroczystości?

Jutro jest 15 sierpnia – odpowiadają nieco zgorszone moją ignorancją. – Święto żołnierza!

– Cóż my możemy zrobić w takich warunkach?

– Trzeba sprowadzić księdza, żeby odprawił nabożeństwo – proponuje Zofia.

Regina ma ambitniejsze plany.

– W fabryce Jarnuszkiewicza są odpowiednie sale. Urządzimy kaplicę, a gospodę udekorujemy. Trzeba zrobić lepszy obiad, zaprosić przedstawicieli ludności cywilnej, pan porucznik wygłosi okolicznościowe przemówienie…

– Obejdzie się bez mojego przemówienia.

– No to może być koncert dla żołnierzy. Przy komendzie okręgu istnieje czołówka teatralna. Poproszę także, aby przysłano mówcę, który podniesie nastroje, doda żołnierzom ducha. Przecież to pierwsze po tylu latach święto wolności. […]

O piątej rano [15 sierpnia] Niemcy rzucili na nas nawałę ognia. Fala po fali nalatują junkersy i stukasy. Wszystkimi ulicami toczą się ku naszym barykadom czołgi. Huk spadających bomb, kartaczy, szrapneli, granatów, łoskot motorów, chrzęst setek ton żelastwa, grzmoty detonowanych goliatów – mieszają się z trzaskiem pękających murów i walących się stropów, szumem wzbierających płomieni, terkotem karabinów maszynowych i chichotem przelatujących nad głowami pocisków, zlewając się w oszalałą muzykę grozy.

Brudni, osmaleni gońcy przebiegają pod murami, niosąc meldunki od dowódców barykad. Z roziskrzonymi oczami opowiadają o tym, co widzieli.  Oto na jednej z ulic czołgi przerwały się przez barykadę. Jak spod ziemi zjawił się kapitan Proboszcz, rzucił granat, natychmiast po wybuchu doskoczył do czołgu, zerwał klapę i z góry, przez otwór, z pistoletu dużego kalibru zastrzelił Niemca-kierowcę. Zabrał mu szmajsera i pobiegł dalej. Chłopak widział jeszcze, jak Rola z kimś drugim wyciągnęli zabitego Niemca i znaleźli w środku kilka styliskowych granatów.

Inny goniec, który przyniósł meldunek o wdarciu się czołgów na ulicę Grzybowską od strony Towarowej i Wroniej, widział jak padł kapral Miecz, rozerwany pociskiem z czołgu, którym dostał z bliskiej odległości prosto w brzuch. Poszarpane strzępy ciała pozostały na bruku, miażdżone gąsienicami nacierających czołgów i deptane nogami walczących kolegów.

Padły już cztery barykady. Przysłana na wsparcie kompania Jeremiego, spychana krok po kroku od Wroniej ku Żelaznej, straciła 19 ludzi: 6 zabitych, 10 rannych i 3 poparzonych. Butelkarze podchorążego Ślaza sami spalili dotychczas trzy czołgi. Wszyscy dowódcy domagają się amunicji.”

Bibliografia: Wacław Zagórski (Lech Grzybowski), „Wicher wolności”.

Fotografia: działo pancerne „Chwat” – zdobyczny Jagdpanzer 38(t) Hetzer – na ulicach Warszawy 14 sierpnia 1944 r., w przededniu Święta Żołnierza. Źródło: Wikimedia, J. Grużewski, S. Kopf, domena publiczna.

Marek Korczyk