12 grudnia 1937 r., podczas chińsko-japońskich walk o Nankin, doszło do pierwszego ataku japońskiego lotnictwa morskiego na amerykański okręt wojenny – kanonierkę USS „Panay”. Uderzenie to, zakończone zatopieniem „Panay”, było wynikiem błędu i wywołało falę przeprosin ze strony japońskiego rządu i Marynarki Wojennej. Wówczas w Japonii nie chciano aby incydent z Panay dał jakikolwiek pretekst do konfliktu ze Stanami Zjednoczonymi (oraz Wielką Brytanią). Co warte podkreślenia, jednym z głównych orędowników szybkiego porozumienia Japonii z USA okazał się adm. Isoroku Yamamoto – w przyszłości autor ataku na Pearl Harbor – będący wówczas wiceministrem Marynarki. Tak opisał to Hiroyuki Agawa w książce pt. „Yamamoto”:
‘Trzynastego grudnia 1937 roku […] padł Nankin. Dodatki specjalne gazet głosiły: „Flagi ze Wschodzącym Słońcem powiewają nad bramami Nankinu!” i cały naród świętował to wydarzenie. […] W popołudniówkach pojawiły się krótkie informacje o przekazanym telegraficznie z Szanghaju komunikacie, który wydała o 13.00 sekcja informacji Trzeciej Floty (później Floty Chińskiego Obszaru Morskiego). „Wieczorem, jedenastego, samoloty lotnictwa morskiego wyleciały bombardować okręty chińskiej armii, które według posiadanych informacji wymknęły się z Nankinu i płynęły w górę rzeki. Samoloty te omyłkowo zbombardowały trzy statki należące do „Standard Company”, zatapiając je wraz z amerykańskim okrętem wojennym, który znajdował się w pobliżu. Wyrażamy najgłębsze ubolewanie z powodu tego nieszczęśliwego wypadku, który dotknął flotę amerykańską, a naczelny dowódca Hasegawa rozpoczął działania, mające na celu naprawienie zaistniałej sytuacji”.
Ta nie rzucająca się w oczy notka, początkowo nie zwróciła większej uwagi czytelników. Wspomniany „amerykański okręt wojenny” to kanonierka Panay, a incydent z Panay stał się pierwszym poważnym zgrzytem w stosunkach między Japonią i USA od początku „chińskiego incydentu”. Reakcja cesarskiej floty na to wydarzenie, jak widać z przepraszającego tonu komunikatu, to nic innego jak strach i każdy rozumiał, że flota nie życzy sobie mieć jakichkolwiek problemów z Ameryką. Japońskie okręty wojenne natychmiast ruszyły z Nankinu w górę rzeki, żeby pomóc ratować amerykańskich marynarzy, którzy ocaleli po nalocie. W tym czasie kontradmirał Shigeyoshi Inoue zwrócił się do wiceministra spraw zagranicznych i przekazał życzenie dowództwa floty, by wysłać w imieniu ministerstwa osobiste telegramy do prezydenta USA i „brytyjskiego imperatora” Jerzego VI. Odniesienie do „brytyjskiego imperatora” wynikało z tego, że prawie jednocześnie z „nieszczęśliwym” wypadkiem oddziały lądowe ostrzelały brytyjski okręt wojenny Ladybird w Wuhu, powyżej Nankinu.

Jednak poczynione przez flotę kroki nie wszystkim się spodobały. Właśnie wówczas Mizota Shuichi, który jako tłumacz towarzyszył delegacji gospodarczej w podróży po Europie i USA, powracał do domu. Na dworcu w Tokio przywitał go Shigeharu Enomoto:
– Jestem pewien, że chciałbyś od razu pojechać do domu – powiedział Enomoto. – Yamamoto jednak bardzo prosił, żebyś – jeśli jesteś w stanie – wpadł po drodze do ministerstwa marynarki. Gdy Mizota przyjechał, poproszono go, aby przetłumaczył na angielski to, co Yamamoto napisał na temat działań jednostek lotnictwa morskiego. Całą noc spędził przy pracy. Po upływie jednego lub dwóch dni, na usilną prośbę Yamamoto, wysłano Mizotę do Szanghaju. Yamamoto tłumaczył to w sposób następujący:
– Amerykańskie i brytyjskie okręty chcą korzystać z międzynarodowych dróg wodnych na rzece Jangcy. W każdej chwili może dojść do nowego incydentu. Nie możemy dopuścić do żadnych lingwistycznych nieporozumień. Powinien pan tam przebywać jakieś dwa lub trzy miesiące.
Yamamoto zapytał Mizotę, czy ma jakieś specjalne życzenia.
– Tak – odparł – dwa. Pierwsze: jeśli powstanie jakikolwiek problem, będę miał do czynienia z osobami na wysokich stanowiskach. Nie mogę z nimi rozmawiać jak z równymi sobie, mieszkając w jakimś podrzędnym hoteliku, dlatego pragnąłbym, żeby mnie ulokowano w odpowiednim hotelu. Drugie: nie ścierpię siedzenia przy biurku z zaaferowanym wyrazem twarzy, gdy nie będzie nic do roboty. Proszę o zgodę na to, żebym zajmował się w wolnym czasie tym, na co będę miał ochotę. „Zajmować się tym, na co miał ochotę” oznaczało grę w golfa.
– Będę się cieszył – odparł Yamamoto, godząc się na obydwa warunki – gdy usłyszę, że grasz w golfa. Jeśli ci młodzi oficerowie zaczną ci robić wymówki, odpowiedz, że Yamamoto wyraził zgodę.
Japoński ambasador w Ameryce, Hiroshi Saito, cieszył się wśród Amerykanów wyjątkowo dobrą opinią. Urodzony w Nagaoka, stary znajomy Yamamoto, doskonale znał jego stosunek do wspomnianego incydentu. Występując w amerykańskiej rozgłośni radiowej, otwarcie przyznał, że Japonia popełniła omyłkę i przeprosił za to. Sam Yamamoto uczynił szczere wyznanie:
– Flocie pozostaje tylko zwiesić głowę. […]
W pewnym okresie stanowisko Ameryki usztywniło się i, jak mówiono, ambasada USA w Tokio otrzymała instrukcje żądające, by ze sprawą zapoznać samego cesarza. Lecz w końcu, mniej więcej po dwóch tygodniach, gdy zauważono dążenie Japonii do załagodzenia sytuacji, temat incydentu „Panay” został wyczerpany. Na znak zakończenia sprawy wiceminister marynarki Yamamoto wydał następujące oświadczenie: „Sądząc z odpowiedzi wysłanej dzisiaj przez ambasadę USA do japońskiego ministerstwa spraw zagranicznych, incydent Panay można uważać za zakończony.’
Bibliografia: Hiroyuki Agawa, „Yamamoto”.
Fotografia tytułowa: kanonierka USS „Panay” w Chinach na zdjęciu z 30 sierpnia 1928 r. Omyłkowe zatopienie tego okrętu przez japońskie lotnictwo 12 grudnia 1937 r. wywołało incydent z Panay. Źródło: Wikimedia / NARA 512975, domena publiczna.
Marek Korczyk
