Incydent na moście Marco Polo a Japońska Marynarka Wojenna

W lipcu 1937 r., miał miejsce tzw. incydent na moście Marco Polo, z którego powodu doszło do wybuchu wojny między Cesarstwem Japońskim a Republiką Chińską Czang Kaj-szeka. Wydarzenie to okazało się brzemienne w skutki, uchodząc za początek II wojny światowej na Dalekim Wschodzie. Co ciekawe, w całym tym wydarzeniu wyróżniała się postawa Japońskiej Cesarskiej Marynarki Wojennej, której przywódcy sprzeciwiali się wybuchowi wojny i popierali rozwiązanie sporu z Chińczykami na drodze negocjacji. Głównymi wyrazicielami tej postawy byli minister marynarki adm. Mitsumasa Yonai oraz wiceminister adm. Isoroku Yamamoto. Ich głos okazał się jednak słabszy od głosu armii, która parła do wojny i dalszych podbojów w Chinach. Wymownie opisał to Hiroyuki Agawa w książce pt. „Yamamoto”:

‘Yonai i Yamamoto kierowali więc Ministerstwem Marynarki Wojennej w gabinecie Konoe. […] W relacji Yonai opartej na autentycznych wydarzeniach tych dni, znajdujemy następujący fragment: „Siódmego lipca 1937 roku doszło do incydentu na moście Marco Polo. Dziewiątego minister wojny na posiedzeniu gabinetu przedstawił różne warianty możliwego stanowiska rządu i zaproponował, by skierować tam wojsko. Minister marynarki wystąpił przeciwko temu, podkreślając, że incydent powinien być, o ile to możliwe, zlokalizowany i zaapelował, by starano się osiągnąć szybko rozwiązanie, korzystając z sił miejscowych. Jedenastego, na posiedzeniu pięciu ministrów, minister wojny wysunął konkretne propozycje dotyczące wysłania wojska. Na tym samym posiedzeniu minister marynarki zgłosił znowu sprzeciw, twierdząc że sytuacja nie sprzyja wysłaniu wojska. Minister wojny nalegał jednak. Jego zdaniem nie wolno pozostawić na łasce losu garnizonu Tientsin, liczącego 5500 ludzi, oraz japońskich rezydentów w rejonie Pingtsin. Ostatecznie minister marynarki niechętnie wyraził zgodę…

Minister wojny starał się przekonać wszystkich, że problem da się załatwić błyskawicznie. Wystarczy jeden tylko komunikat o wysłaniu wojsk, lecz minister marynarki odparł, że ma przeczucie, iż wysłanie wojska spowoduje eskalację działań wojskowych przeciw Chińczykom i nieustannie przekonywał, by wykorzystać wszystkie możliwości w celu pokojowego rozwiązania”.

Admirałowie Mitsumasa Yonai (po lewej) i Isoroku Yamamoto na zdjęciu z lat 30-tych, kiedy Yonai był ministrem a Yamamoto wiceministrem marynarki wojennej (Wikimedia, domena publiczna).

Sprawa przedstawiała się następująco: Dzięki pojednawczej postawie Chińczyków w miejscu incydentu przyjęto, jako tymczasowe rozwiązanie, propozycję pięciu ministrów, aby wstrzymać się z wysłaniem wojsk z Japonii. Wyglądało na to, że incydent zakończy się pokojowo. Jednak w istocie [japońska] armia nie miała zamiaru rozwiązywać problemu drogą pokojową. W tym kontekście niełatwo powiedzieć, jak należy rozumieć termin „armia”. Być może najbliższy prawdy jest Ogata, gdy pisze o „oficerach na niższych szczeblach dowodzenia, pałających nieustannym pragnieniem zdominowania zwierzchników, szczególnie w okresie, który nastąpił po „incydencie mandżurskim”. Yonai nie lubił narzekać, lecz powracając z posiedzeń pięciu ministrów, regularnie zachodził do Yamamoto lub adiutanta Kondo i dawał upust swoim żalom, mówiąc:

– Posiedzenia pięciu ministrów są po prostu stratą czasu. Gdy mam już nadzieję, że podjęte zostały wreszcie decyzje lub minister spraw zagranicznych i armia osiągnęli porozumienie, dzwoni nagle telefon i słyszę: „Czy pan wie, że kiedy wróciłem do Sztabu Generalnego Ministerstwa Wojny, koledzy powitali mnie głośnym protestem. Prawdopodobnie polityka armii jest już z góry ustalona. Prosiłbym bardzo, aby zapomniał pan o sprawach, które uzgodniliśmy”. I co można na to poradzić! Zarówno Terauchi – marionetka w rządzie Hiroty – jak Sugiyama, minister wojny w rządzie Konoe, najwidoczniej działali zgodnie z rozkazami dziwnego tworu nazywającego się armią.

Konoe [szef rządu japońskiego], pragnąc za wszelką cenę rozwiązać problem, postanowił wysłać Ryusuke Miyazaki, syna Toten Miyazaki (aktywnego stronnika Sun Yat-sena) na spotkanie z Czang Kaj-szekiem. Sugiyama zaakceptował realizację tego zamierzenia. Jednak, gdy Miyazaki miał już wejść w Kobe na pokład statku odpływającego do Szanghaju, żandarmeria wojskowa bez uprzedzenia i nie informując, z czyjego działa rozkazu, aresztowała go i przeszkodziła wyjazdowi do Chin. Tym sposobem drobny początkowo incydent pod koniec lipca zaczął się przekształcać w regularną wojnę między Chinami i Japonią.

Żołnierze chińskiej 29 Armii podczas walk przeciwko Japończykom w 1937 r. (Wikimedia, domena publiczna).

Wówczas Yamamoto ogłosił, że do czasu zakończenia tej operacji rzuca palenie. Nie pił alkoholu, lecz bardzo lubił kawę i tytoń. Każdego dnia wypalał mnóstwo popularnych papierosów „Cherry”. Oficjalnie przestał palić, „dopóki nie pokonamy Czang Kaj-szeka”, lecz Daisuke Takei i innym bliskim przyjaciołom wyznał:

– Te przeklęte tępaki w armii znowu rozpoczęły swoje gierki! Jestem z tego powodu tak wściekły, że rzucam palenie, póki wszystko się nie skończy! Lecz kiedy się skończy, tak się napalę, że dym wyjdzie mi tyłkiem!

Rozdawał drogie cygara, które nabył w Anglii. Gdy Tsuneo Matsudaira, minister dworu cesarskiego, były ambasador Japonii w Wielkiej Brytanii (zastąpiony przez Yoshida Shigeru), poczęstował go doskonałym cygarem, podziękował

– Zachowaj je dla mnie do czasu zakończenia [chińskiego] incydentu.’

Bibliografia: Hiroyuki Agawa, „Yamamoto”.

Fotografia tytułowa: żołnierze japońscy maszerujący do Pekinu na początku wojny chińsko-japońskiej w 1937 r., rozpoczętej przez incydent na moście Marco Polo. Źródło: Wikimedia / Asahigraph nr 9-1937, domena publiczna.