USS Guadalcanal – lotniskowiec eskortowy z masowej produkcji

We wrześniu 1943 r. Daniel V. Gallery objął dowodzenie na USS Guadalcanal, nowym lotniskowcu US Navy. Okręt ten należał do typu Casablanca, najliczniejszego typu lotniskowców w historii. Ogółem, w latach 1942-1944 w Kaiser Shipyards zbudowano aż 50 tych okrętów. O powstaniu tego okrętu – pochodzącego niemal z masowej produkcji – tak wspominał Gallery w książce pt. „Na stanowiska startowe!”:

„No i wyszedłem na morze na swoim okręcie – prostym, delikatnym, zwyczajnym i małym lotniskowcu o wyporności 11 000 ton. Wśród pancerników, krążowników i wielkich lotniskowców typu Essex wyglądał jak Kopciuszek. Ale był za to zręczny, beztroski i nie wiedział, co to znaczy ‘niemożliwe’. […] Gdy twój wóz jest okrętem, to musisz mieć dobrą załogę i musisz mieć szczęście. A kiedy linę holowniczą zaczepisz o gwiezdną knagę, twoja załoga będzie dobra i los będzie ci sprzyjał. Jestem tylko prostym marynarzem, ale sądzę, że pewnie to samo dotyczy życia na lądzie.

Kiedy rozbijano butelkę o dziobnicę mojego okrętu – gdy ten zsuwał się po pochylni 5 czerwca 1943 roku – nadano mu nazwę, która dwukrotnie wzmocniła jego płyty pancerne, a maszynom dodała mocy, aby mogły go doprowadzić w każde miejsce. Otrzymał imię – Guadalcanal. To ono przyczyniło się do tego, że udawało mu się wpływać tam, gdzie większe i mocniejsze okręty nie dałyby rady bezpiecznie wejść. Astronomowie mogą mi zarzucić, że mieszam metafory, ale ta nazwa była naszą gwiazdą. Na małej wysepce na Południowym Pacyfiku Marines zrobili z niej gwiazdę pierwszej wielkości. My zabraliśmy ją ze sobą na morze i postanowiliśmy zasłużyć na ten zaszczyt, wiedząc dobrze, jak trudne czeka nas zadanie.

USS Guadalcanal CVE 60 był jednym z pięćdziesięciu prefabrykowanych, masowo produkowanych małych lotniskowców, montowanych taśmowo w stoczni Kaisera w Vancouver, w stanie Waszyngton. Decyzja o budowie tych jednostek spowodowała największy spór wśród elit marynarskich od czasów budowy Arki Noego. Każdy słonowodny marynarz i budowniczy okrętów kręcił głową z dezaprobatą. Według przedwojennych standardów marynarki te okręty były po prostu bez sensu i każdy, kto miał zaledwie kilkuletnią praktykę na morzu, mógł po pierwszym spojrzeniu na plany stwierdzić, że nic dobrego z nich nie będzie. Wielu ludzi mówiło to jasno i bez ogródek.

Lotniskowce eskortowe w stoczni Kaisera w Vancouver w kwietniu 1943 r. (Wikimedia / US Navy NH 75634, domena publiczna).

Kiedy kompletowałem załogę, uznałem za konieczne zebrać wszystkich i zaprzeczyć pewnym plotkom, zaczynającym właśnie krążyć na nabrzeżu. Według jednej z nich okręty te miały słabą konstrukcję i groziło im, że na morzu przełamią się na pół. Muszę przyznać, że nie wydawało się to tak mało prawdopodobne w owym czasie. Zwłaszcza, gdy człowiek rozejrzał się po stoczni i ujrzał farmerów, sklepikarzy oraz dziewczyny z ogólniaków montujących te okręty. […]

USS Guadalcanal wszedł do służby 25 września 1943 roku w Astoria, w stanie Oregon. Stojąc na pokładzie startowym w dwuszeregu, w galowych niebieskich mundurach, odczytaliśmy rozkazy, wciągnęliśmy na maszt proporzec oddania do służby oraz banderę i pochyliliśmy głowy, gdy ojciec Weldon odmawiał modlitwę. Zwróciłem się do załogi i powiedziałem jedyną możliwą rzecz, jaką ktokolwiek mógł powiedzieć z tego miejsca, że jeśli w ciągu roku nie będzie z naszego przedniego jabłka powiewać proporzec Pochwały Prezydenckiej, to nie będziemy warci wspaniałej nazwy, jaką nas zaszczycono.

Odgwizdano koniec zbiórki i pełni nadziei zaczęliśmy odliczanie. W niecały rok dostaliśmy naszą Pochwałę Prezydencką, ale do czasu kapitulacji Niemiec miała ona klauzulę: ‘Ściśle Tajne’. Tak więc zamiast na jabłku musiałem zadowolić się umieszczeniem jej w schowku.”

Lotniskowce typu Casablanca

Podczas II wojny światowej w Stanach Zjednoczonych produkowano na masową skalę wszelkiego rodzaju statki i okręty, wśród których znajdowały się także lotniskowce eskortowe typu Casablanca. W latach 1942-1944 w Kaiser Shipyards zbudowano aż 50 tych okrętów, czyniąc „Casablancę” najliczniejszym typem lotniskowców w historii. Nie bez znaczenia pozostawał także fakt, że wszystkie z 50 okrętów tego typu zbudowano w przeciągu 2 lat. Był to niewątpliwie duży wyczyn stoczni przemysłowca Henry’ego J. Kaisera, świadczący także o ogromnych możliwościach amerykańskiego przemysłu.

Co ciekawe, budowa lotniskowców typu Casablanca była tak szybka, że dowódcy US Navy obawiali się, czy nadążą z kompletowaniem załóg dla nowych okrętów. Z tego powodu założono szkołę przygotowawczą w Bremerton, która miała masowo „produkować” także załogi dla lotniskowców eskortowych. Dokładnie opisał to dowódca USS Guadalcanal, Daniel V. Gallery:

„Sposób, w jaki budowano okręty w stoczni Kaisera był fantastyczny i typowy dla amerykańskiej potęgi – a także wiedzy – zmobilizowanych w celu wygrania wojny. Budowa okrętów jest starożytną i skomplikowaną sztuką, a wszystkie branże okrętowe są ekskluzywnymi cechami, które zwykle wymagają długiej praktyki. Ale na bagnistych brzegach rzeki Columbia w ciągu jednej nocy wyrosła ogromna stocznia z jedenastoma pochylniami. Ludzie, co nie odróżniali dziobu od rufy, przyjechali ze środkowych stanów, żeby budować lotniskowce. Fabryki z całego kraju, w których robiono mosty, zbiorniki i maszyny rolnicze, zaczęły produkować części do okrętów. Wszystkie one zjeżdżały do Vancouver koleją i były umieszczane na liniach produkcyjnych, tak jakby chodziło o zwyczajne samochody. Poszczególne fragmenty były zespawane razem w jednej części stoczni, a potem ogromne żurawie przenosiły je na pochylnie.

Lotniskowiec eskortowy USS „Casablanca” (CVE-55) podczas rejsu 2 marca 1945 r. (Wikimedia / US Navy 80-G-320296, domena publiczna).

Okręty zwykle buduje się na slipie wzdłużnym – płyta po płycie, nit po nicie. Jednak nie przy takiej masowej produkcji. Uczestniczyłem w wodowaniu jednego okrętu w sobotę. W następny poniedziałek rano zobaczyłem na tej samej pochylni gotowe dno kolejnej jednostki, równo zespawane do samego obła. Był to raczej montaż, a nie konwencjonalna budowa okrętów. Jeśli ktoś chce uruchomić linię produkcyjną jakichkolwiek statków przy pomocy zbieraniny amatorów, dużo ryzykuje. Zrobienie czegoś takiego podczas budowy lotniskowca, który jest z pewnością specjalistycznym okrętem wysokiej klasy, wydaje się szaleństwem. Ale te pięćdziesiąt pięć okrętów, naprędce skleconych na pochylniach w Vancouver, sprawiało się doskonale na morzu i dopisało kilka wspaniałych kart do amerykańskiej historii morskiej.

Gdyby naziści i Japońce mogli zobaczyć tę stocznię w 1943 roku, kiedy pracowała na pełnych obrotach, to sądzę, że z miejsca by się poddali. Generałowie i admirałowie są teraz skłonni podkreślać doskonałą strategię wojskową, dzięki której wojna została wygrana. Ale to raczej produkcja wojenna, wylewająca się jak lawina z takich miejsc jak stocznie Kaisera czy River Rouge Forda, bardziej przyczyniła się do zwycięstwa niż doskonała strategia wojskowa. Można popełnić straszne gafy strategiczne i wyjść z tego cało, jeśli ma się oparcie w postaci takiej produkcji. Stratedzy z Departamentu Marynarki jednogłośnie powiedzieli ‘nie’, kiedy Kaiser po raz pierwszy przyjechał do Waszyngtonu z planami małych lotniskowców. Ale Kaisera wysłuchał F.D.R. [prezydent Franklin Delano Roosevelt] – wtedy przegrywaliśmy wojnę – więc je i tak zbudował. Nadal z trudem wierzę, że te okręty dały radę zrobić to, co naprawdę zrobiły… […]

Aby sprostać wydajności linii produkcyjnej lotniskowców eskortowych, musieliśmy stworzyć linię produkcyjną ich załóg. Powiedzieliśmy Kaiserowi, że wątpimy, czy potrafi dostarczyć towar na czas. Byłoby nam naprawdę wstyd, gdyby produkował okręty tak szybko, że nie moglibyśmy nadążać z obsadzaniem ich.

Henry J. Kaiser (1882-1967), amerykański przemysłowiec, pomysłodawca i producent lotniskowców eskortowych typu Casablanca (Wikipedia, domena publiczna).

Założyliśmy szkołę przygotowawczą w Bremerton. Tam właśnie każda załoga, przed wejściem na pokład okrętu, przechodziła sześciotygodniowe szkolenie. Większość chłopaków docierała do tej szkoły prosto z obozów szkoleniowych, gdzie młodzi ludzie uczyli się paru podstawowych faktów o życiu na okrętach. Tu uczyliśmy ich tyle, ile się dało na lądzie; w szczególności o specyfice naszego okrętu. Studiowali plany jednostki, zapoznawali się z urządzeniami, które wkrótce mieli obsługiwać. Stali się członkami załogi, składającej się z trzynastu sekcji i poznawali oficerów, mających w przyszłości poprowadzić ich w bój. Ostatni tydzień szkolenia spędzili na pokładzie lotniskowca Casablanca, CVE-55 – pierwszego z okrętów Kaisera – uczestnicząc w rejsie po zatoce Puget Sound. Większość z nich pierwszy raz w życiu wypłynęła w morze.

W owym czasie kilka wielkich lotniskowców zostało zatopionych w odległych rejonach Pacyfiku i straty te okazały się być błogosławionym w skutkach nieszczęściem. Przynajmniej dla nas, usiłujących kompletować załogi w takim tempie, w jakim okręty zjeżdżały po pochylniach. Rozbitków z dużych lotniskowców rozdzielono pomiędzy załogi lotniskowców eskortowych i niejednokrotnie byli tam jedynymi ludźmi, którzy kiedykolwiek postawili stopę na pokładzie lotniskowca. Jednak niewiele dużych lotniskowców zatopiono, tak więc tych doświadczonych marynarzy dzielono na niewielkie grupki i każda z nich przydzielana była na jeden z pięćdziesięciu ‘maluchów’.”

Bibliografia: Daniel V. Gallery, „Na stanowiska startowe!”.

Fotografia tytułowa: amerykański lotniskowiec eskortowy USS Guadalcanal (CVE-60) na zdjęciu z 28 września 1944 r. Źródło: Wikimedia / US Navy NH 106567, domena publiczna.

Marek Korczyk