W kwietniu 1940 r. w Scapa Flow polski niszczyciel ORP „Błyskawica” zacumował obok brytyjskiego pancernika HMS „Nelson”. Polscy oficerowie i marynarze zostali zaproszeni do zwiedzenia tego pancernika, z czego chętnie skorzystali. Jednym z nich był Wincenty Cygan, marynarz z „Błyskawicy”. W swoich wspomnieniach pt. „Granatowa załoga” opisał jakie wrażenie zrobił na nim HMS „Nelson” – okręt wielokrotnie większy od polskiego niszczyciela:
‘Dnia następnego zostawiliśmy beczkę i udaliśmy się w kierunku grupy pancerników. Przycumowaliśmy do jednego z nich. Był to HMS „Nelson”. Wyglądaliśmy przy nim akurat jak wróbel przy indyku. Po obiedzie na pokładzie „Nelsona” stanęła orkiestra, złożona z Royal Mariny i odegrała „Jeszcze Polska nie zginęła”. Połechtało nas to mile. Grali następnie jeszcze wiele marszów. W godzinach popołudniowych ogłoszona została wymiana części załóg celem zwiedzenia okrętów. Co za kolos! Zgubić się można. Artylerzystom i dalmierzystom pokazano działa. Weszliśmy do wieży działowej. W każdym dziale wmontowany był dalmierz stykowy, którego oba końce wystawały poza wieżę. Dostarczanie ładunków z komór, otwieranie zamka, jak też ładowanie odbywało się elektrycznie. Amunicja rozdzielona: pocisk osobno i proch, długi i sztywny, jak laski makaronu, w jedwabnych workach, osobno. Zaglądnęliśmy w lufy. W otworze człowiek wygodnie mógłby ułożyć się do snu.

Zeszliśmy na dolne pokłady do pomieszczeń załogi. Pomieszczenia te nie mieściły się w czterech zamkniętych ścianach, jak u nas; były to otwarte hale, które równocześnie służyły jako korytarze. Nigdzie nie widzieliśmy łóżek, hamaki pochowane, w przegrodach i burtach szafki, żadnych sekretnych miejsc ani mechanizmów nam nie pokazano. To było zrozumiałe. Wyszliśmy z powrotem na pokład. Działa 120 mm to u nas artyleria główna, tutaj przeciwlotnicza. Oprócz tych, było ponad dwadzieścia działek sprzężonych po osiem i szesnaście luf razem.
Dziesiątki pomostów piętrzyło się w górę. Pokład podzielony był na trzy części, z których jedna dostępna była dla marynarzy, druga dla oficerów, trzecia dla samego dowódcy. W ten sam sposób podzielone były trzy trapy. Na samych burtach – i tak grubych – nałożone były płyty stalowe o blisko metrowej grubości. Umieszczone one były w miejscach, gdzie znajdowały się maszyny i komory amunicyjne.
Niedaleko stąd widać było lotniskowce. Oglądając teraz potęgę floty brytyjskiej, jeszcze więcej zachodziliśmy w głowę, dlaczego Brytania nie wysłała [we wrześniu 1939 r.] choć części tego na Bałtyk. Przecież układ przewidywał: „Wszystkim, co sama posiada”! Dlaczego tego nie zrobiła? Przy „Nelsonie” staliśmy dwa dni, po czym wróciliśmy na swoją beczkę. Pewnej nocy zbudzeni zostaliśmy grzmotem dział ciężkiego kalibru. Wyskoczyliśmy w kalesonach na pokład. Był nalot. Bombowce [Luftwaffe] przywitane silnym ogniem nie przeprowadziły ataku i zwiały.’
Bibliografia: Wincenty Cygan, „Granatowa załoga”.
Fotografia tytułowa: brytyjski pancernik HMS Nelson na zdjęciu z 1945 r. Źródło: Wikimedia / IWM A 29859, domena publiczna.
Marek Korczyk
